Oglądasz wiadomości wyszukane dla hasła: turystyczna mapa laminowana 1
|
| Wiadomość |
wydzielone: ExpressMap -Atlas Gór Polski, mapa Bieszczadów
|
Ponoć do trzech razy sztuka. 1. Nie mam przed sobą atlasu więc nie jestem w stanie podać Ci konktertów tzn. zacytować fr tekstu i podać zastrzeżenia jeżeli chodzi o mapy. 2. Mam ampę przed sobą wydaną w 2003 r. Co o niej sądzę? Zalety: -czytelna, taka mapa dla początkujacego turysty, który sporadycznie chodzi po górach, -laminowana -poprawnie naniesione szlaki i czasy przejść
Mapę tę pod względem merytorycznym podzieliłabym na dwie części: teren BdPN i reszta. Do cżęści parkowej nie mam większych zastrzeżeń. Konsultował ją Franio Adamczyk, a to jest mistrz nad mistrze. Poza BdPN są bardzo liczne błędy. - liczne błędy w naniesieniu sieci drogowej, szczególnie w okolicy Chryszczatej i w worku bieszczadzkim, - mapa w żadnym wypadku nie nadaje się do chaszczowania, gdyż nie naniesiono na nią licznych dróżek, ścieżek, a jeżeli chodzi o przebieg naniesionych to także można mieć zastrzeżenia, - bardzo uboga treść krajoznawcza, nie uwzględniono bardzo wielu atrakcji tyrystycznych, - błędy w rozmieszczeniu atrakcji turystycznych.
-
|
| |
|
|
Jeszcze raz mapy (Ostrów i okolice!)
|
Niestetety nie wiem w jakim sklepie internetowym można dostać takie nowe mapy i dlaczego są one w ogóle tak trudno dostępne. Na Allegro czasami się zdarzają, ale raczej Ostrowa i okolic tam nie uświadczysz. Przykładową mapę tego typu znajdziesz pod adresem: http://217.153.152.212/skorowidze/Przyklady/M3489D_50000_1992.jpg Na stronach CODGIK znajdziesz skoroszyt z arkuszami map, w którym możesz poszukać numery oznaczenia arkuszy dla powiatu ostrowskiego. Ten sklep w Poznaniu nazywa się Grupa 18 i w jego ofercie są też mapy historyczne, trójwymiarowe, laminowanie i różne inne cuda, ale na jego stronce nic ciekawego nie ma. Mają tam całą Wielkopolskę w tych właśnie arkuszach 1:50000. Te mapki mają jeszcze taką wadę, że szlaki turystyczne powiatu nie są oznaczone zbyt aktualnie, ale ogólnie widoczne są na nich wszystkie ścieżki i ścieżynki, tak że nie stanowi to chyba dużego problemu. Jak chcesz mogę ci wysłać skan z fragmentem arkusza z Ostrowem .
|
GPS
|
Dziękuję za Wasze opinie - jesteśmy zgodni, że na oznakowanych szlakach spokojnie wystarcza mapa. Kompas pojawia się raczej na wszelki wypadek; mi zdarzyło się identyfikować nieznane szczyty za pomocą busoli.
O GPS można pomyśleć w przypadku wypraw w nieznany, słabo oznakowany teren. Wawer wspomniał o poszukiwaniu szałasów, przychodzi mi do głowy również szukanie śladów dawnych wiosek w Bieszczadach, jaskiń, źródeł - tylko trzeba mieć współrzędne takich celów. Plus sytuacje awaryjne - np. podanie dokładnych namiarów ratownikom, co może komuś uratować życie. Wreszcie, podchodząc bardziej sportowo, gromadzimy dane na temat własnych osiągnięć - ile przeszliśmy, jakie podejście pokonujemy w jakim czasie itp.
Oczywiście mapa samochodowa niewiele się przyda w górach, ale kusząca wydaje mi się możliwość wgrywania map stricte turystycznych, np. stąd. Jeśli taka mapa jest wystarczająco dokładna, mogłaby zastąpić na szlaku mapę papierową, często wyjmowaną, chowaną i rozkładaną w różnych warunkach, przez co niszczącą się szybko (chyba, że laminowana). Tego wariantu jestem najbardziej ciekaw
|
MAPY
|
ja posiadam kilka map * Powiatu Legionowskiego z zaznaczonymi ścieżkami Rowerowymi i ogolna dośc dokładną topografią - chętnie sie podziele bo jest och kilka ale tylko jak naprawde potrzebujecie - bo zawsze mozna je opchnąć komuś z po za kregu:D *mape kampinosu - turystyczna *mazury część PN i PD - laminowane wodoodporne *g. Świętokrzyskie - laminowana wododporna *atlas PRL całej Polski postac książki trochę wiekszej niż zeszyt mały szkolny
|
| |
|
|
piekny Zalew Szczeciński
|
Witajcie! Jeżeli chodzi o mapy zalewu to są 4 rodzaje: 2 turystyczne (takie jak mazurskie tylko nie laminowane) zawierają w zasadzie wszystkie potrzebne informacje cena około 20zl. Niemiecki set map z locją-cena 280 zł. I mapa morska, duży format i droga około 100zł. Gdzie żeglować - wszędzie. Z mapą mozesz żeglować wszędzie nie tylko po farwaterach, ale musisz oceniać gdzie jest płytko i niebezpiecznie. Jeżeli będziesz czarterować jachty od firmy Skagen to masz mieczówki (Sasanki i Soline 27) zdaje się ze wyposażone we wszystko co trzeba. Ze stroną niemiecką jest tak jak napisał Kerosin odprawa w Trzebieży llub Nowym Warpnie, dopadną Cię jeszcze pogranicznicy z Patiomkina (okręt Straży granicznej) i jestes za miedzą. PS. W tym roku próbowałem organizować rejsy na folkboacie ale jakoś nikt się nie zgłosił, ludzie wolą plywać samodzielnie. pozdrowienia.
|
Przebieg szlaków
|
Często, wędrując szlakami Roztocza, spotykamy się z niezgodnością przebiegu szlaku turystycznego wyrysowanego na mapie z rzeczywistym jego usytuowaniem. Chciałem tutaj sukcesywnie przedstawiać te nieścisłości by ułatwić życie turystom wybierającym się pierwszy raz na szlak.
Na początek - rejon Lipska Polesia (Pniaki) w okolicy kapliczki św. Romana. Od dawna zauważyłem, że jest tu coś nie tak. Tak wygląda oryginalny fragment mapy (Roztocze 50-tka laminowana).

A tak po mojej (dość nieudolnej) korekcie.

Zauważmy także brak lasu w rejonie kurhanów (fioletowe plamki), tam jest pole uprawne a lasu tam nigdy nie było (o ile pamiętam).
Chciałem także podpowiedzieć, że jadąc rowerem przez Pniaki nie jesteśmy w stanie zauważyć skrętu w lewo - wszystkie drzewa ze znakami są dokładnie wycięte. Jadąć dalej stwierdzamy tylko brak znaków szlaku rowerowego, a za to pojawiają się zielone szlaku pieszego. Nie jest to jednak wielka tragedia, gdyż uważam, że stary (ten z mapy) przebieg szlaku jest ciekawszy - prowadzi przez malowniczy wąwóz.
|
Skalne Miasta
|
Cześć,
Niedaleko od granicy z Czechami (okolice Wałbrzycha, od przejścia Mieroszów-Golińsk ok. 15 km) znajdują się dwa czeskie Skalne Miasta, jedne z najładniejszych w Europie. Teplickie oraz Adrspaskie Skalne Miasto. Spędzam tam zwykle weekendy majowe (w maju 2007 było nad ranem -5 stopni!). Dobrym punktem wypadowym jest kemping w Bucnicach (500 m od Teplickich Skał i ok. 2 km od Adrspachu). Kemping udostępnia kuchnię turystyczną, jest tam też sklepik. W pobliżu stacja szynobusu, którym można podjechać do Adrspachu. Oba rezerwaty łączy szlak żółty przez Wilczy Wąwóz. Bilet kupiony (ok 60 koron) w jednym mieście upoważnia do zwiedzenia drugiego, o ile do drugiego rezerwatu wchodzi się przez wspomniany wąwóz, a nie obok kasy. Jeśli jest się tam po raz pierwszy lepiej rezerwować sobie cały dzien na każdy rezerwat. W dni wolne oba miejsca są zatłoczone. Najlepiej zwiedzać w dzień roboczy. Oprócz samych miast w okolicy są jeszcze inne atrakcje (jednak nie tej 'klasy'). W otoczeniu Adrspachu ruiny zamku (zniszczony w okresie wojen husyckich, ładna panorama) oraz Krzyżna Góra. Z kolei z Teplic można podejść na Bociana (po czesku to... Cap) drogą '23 mostków' (kiedyś była, teraz mostków jest niestety mniej-czerwony szlak od Teplickich Skał, a potem wzdłuż wyciągu aż wejdziemy na szlak zielony-zaoszczędzimy trochę drogi), zwiedzić ruiny zamku i jeśli sił starczy przejść się do rezerwatu Ostasz (wstęp wolny) o ile nie skręcimy do Kociego Miasta (Kocici hrad, nazwa wynika pewnie z bardzo wąskich przejść między skałami). Można też podjechać samochodem pod Ostasz (parking darmowy, zwiedzanie ok 1 godz). W pobliżu Ostaszu są też Brounowskie Stieny, ale w pobliżu oznacza raczej podjechanie samochodem. Dla interesujących się 'pamiątkami' z II WS, linia bunkrów 'rzopików' (płd-zach od Adrspachu), ale tam lepiej podjechać szynobusem (np. do Radvanic). Wszystko ładnie widać np. na laminowanej mapie polskiego wydawnictwa ExpressMap - Góry Stołowe. Na kempingu są domki za ok 130 koron od osoby, namiot ok 50 koron, osoba w namiocie chyba 60 koron. Dochodzi jeszcze opłata klimatyczna 15 koron. Samochód ok 50 koron. Kemping ma stronę www.autokemp.wz.cz Parking przed Adrspaskim Skalnym Miastem też 50 koron. Porcja smazonego syra z frytkami ok 80 koron (naprzeciw parkingu przed Adrspaskim Skalnym Miastem). O ile same miasta są zwykle zatłoczone (do ok. godz 15), to wędrówki po okolicach odbywa się po prawie pustych szlakach. Przy przejeżdzaniu przez szyny zwracać uwagę na sygnalizację świetlną - szynobusy jeżdzą dość szybko, a trasa jest kręta.
|
UKRAINA mapy
| |
Na mojej wyprawie do Lwowa używałem mapy wydawnictwa ExpressMap - Ukraina zachodnia, Lwów. Laminowana, skala 1:500 000, krótki opis wielu zabytków, przejrzysty i dobry plan Lwowa z opisem głównych atrakcji turystycznych.
|
Mapy
|
Co do map używam laminowane (dużo większa trwałość) wydawnictwa ExpressMap, jak dla mnie są O.K.
Jeżeli chodzi o przewodnik to wydawnictwo Sport i Turystyka - Tatry - Warszawa 2002
|
Przewodniki szlaków wodnych.
| |
Polecam świetne mapy kajakowe - wodoodporne, ale nie te twarde laminowane, tylko z takiego specjalnego papieru. Można je pognieść, nawet pies może je pogryźć i nic. Widziałem takie na targach turystycznych, a ostatnio w internetowej składnicy map "bosfor".
|
Zielona Ukraina
|
Od dłuższego czasu siedze i obczajam temat wyjazdu i eksploracji Ukrainy a dokładniej Karpat. Wiem, ze wiekszość z Was ciepło myśli o Bieszczadach, pieszych wedrówkach, górskich serpentynach, pieknych okolicznościach przyrody, itd, itp. Nie zapominajcie, ze tuz za granicą, mozna doświadczyć tego w jeszcze wiekszej dawce a do tego bez zadnych ograniczeć, zakazów i nie przepychając sie wsród tłumu turystów. Są to tereny, na których od wieków mieszkali Polacy i pozostało tam wiele pamiątek polskości. Słowami pewnie was nie przekonam do końca, wiec troche info co ciekawego można tam znaleźć i zobaczyć znajdziecie np. tutaj:
Ciekawa stronka o atrakcjach regionu http://www.tourism-carpathian.com.ua/pl/region/region.php
tu też sporo info http://www.poznajukraine.com/
Polecam mapke Karpat Ukraińskich. Dokładna, laminowana mapa małego skrawka Karpat ale chyba najciekawszego. Po polsku, wiele przydatnych info i zaznaczone wszystko co warto tam zobaczyc + miejsca związane z polskoscią dostepna w empikach itp duzych salonach prasowych, wygląda tak: http://www.gandalf.com.pl/b/karpaty-ukrainskie-1250-000-mapa/
Topograficzne mapy sztabowe całej Ukrainy i Karpat też, są tu http://maps.vlasenko.net/
Kto zna moje zamiłowanie do włóczęgostwa pewnie pomyśli, ze to nie dla niego bo, kraj dziki, niedzwiedzie po ulicach grasują i nie bedzie w namiocie siedział, bo lubi minimum warunków, wygodne wyrko i ciepły prysznic. Przewidziałem i to 
Mam tam koleżanke, napewno przyjmie Was i ugosci jak trzeba. Mieszka w Krajnikowie koło miasta Khust (Chust, Hust, to różne pisownie nazwy tego miasta, jakie znalazłem w necie). Mażna śmiało grupą tam do niej pojechać, na weenend zwykły albo długi, urlop lub przelotem jadąc do Rumunii. Swietne połozenie geograficzne niedaleko od Polskiej granicy, u wrót Karpat Ukraińskich i na pograniczu w bliskim sąsiedztwie Rumunii, Węgier i Słowacji, wiec mozna sobie robić wypady do sasiadów.
W maju sie do niej wybieram, polatać po górach wiec zrobie fotorelacje dla tych, których do tej pory nie przekonałem. Każdy motocyklista znajdzie tam tereny do jazdy dla siebie, nie tylko off 
Ciekawa przygoda, niezapomniane wrażenia i wspomnienia gwarantowane. Jak to kiedyś sie mówiło, to jedyny słuszny kierunek wiec wyrabiać paszporty (kto nie ma) i na zieloną Ukrainę. Mysle, ze to doskonały pomysł na realizację hasła " wspólnych wypadów" które padło ostatnio na forum. Reklama forum bedzie wieksza.
|
KUPUJEMY KASK !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
|
Kask jest (przynajmniej jak na razie) jedynym obowiązkowym elementem stroju motocyklisty. Jego znaczenia dla ogólnego bezpieczeństwa nie sposób jest przecenić. Jednak kask, aby dobrze służył swojemu właścicielowi musi spełniać wiele rygorystycznych kryteriów.
Kupno kasku powinno być poprzedzone przemyśleniami typu:jaki kask chcę kupić, ile mam na to pieniędzy, czy do wybranego, konkretnego modelu będzie później, np. za rok, możliwość dokupienia nowej szybki. Na wszystkie te pytania trzeba sobie odpowiedzieć przed zakupem, bo nie ma nic bardziej nieszczęśliwego niż motocyklista torturowany przez własny hełm.
Podejmujemy decyzję Tak jak nikt nie chodzi w trampkach do opery i w smokingu na kort tenisowy, tak w dobrym tonie jest właściwy dobór kasku do używanego motocykla. Wśród kasków, podobnie jak wśród motocykli, daje się zauważyć pewną specjalizację. Zadania jakie mają spełniać bywają tak różne, że nie może to nie odbić się na ich wyglądzie i, co najważniejsze, na ich budowie.
Kaski integralne Zwane także zamkniętymi stosowane są wszędzie tam, gdzie przyjdzie nam zetknąć się z szybkościami powyżej 80 km/h. Odpowiadają one stylowi szybkich szosowych motocykli, a sportu motocyklowego wprost nie sposób wyobrazić sobie bez tego rodzaju hełmów. Zapewniając motocykliście pełną osłonę twarzy podnoszą one stopień jego bezpieczeństwa. Głowa chroniona jest także w części twarzowej. Kask integralny, mający formę dzwonu okrywającego głowę, zawsze będzie wytrzymalszy niż konstrukcje otwarte. Niestety musi to odbić się na jego wadze. Jednocześnie opływowa forma kasku pozwala na zminimalizowanie oporów aerodynamicznych, przez co jest on cichy i zachowuje się stabilnie przy dużych prędkościach. Ponadto motocyklista jest w nim dużo lepiej chroniony przed wiatrem i deszczem niż w kaskach otwartych. Kupując kask integralny dobrze jest usiąść w nim na motocyklu. Zdarza się bowiem, że korzystanie z "potwora" typu CBR 900RR jest utrudnione, gdyż kąt widzenia w pozycji leżącej - "wyścigowej" jest ograniczony górnym rantem wizjera. Odrębną grupę kasków integralnych stanowią kaski z otwieraną szczęką. Szczęki mogą być podnoszone, lub rozsuwane na boki. Ich zaletą jest większa wygoda użytkowania niż w przypadku zwykłych kasków integralnych. Łatwiejsze jest zakładanie okularów, czytanie mapy, rozmowa itp. Wszystkie te cechy sprawiają, że ten typ popularny jest wśród motocyklowych turystów i... policjantów. Do wad kasków z otwieraną szczęką należy przede wszystkim większa cena i okupiony dodatkowym ciężarem wyższy większy stopień skomplikowania konstrukcji. Jednak taki hełm jest zdecydowanie bardziej uniwersalny od kasków integralnych.

Kaski otwarte typu Jet Historia kasków zaczęła się od hełmów otwartych. Lekkie "kokilki" słabo chroniły przed wiatrem, ale zawsze dawały jakąś osłonę w razie upadku. Rozwój technologii tworzyw sztucznych zaowocował lżejszymi skorupami. Duży wpływ na konstrukcję i kształt kasków Jet miały hełmy używane przez wojskowych pilotów. Otwarte kaski typu Jet są bez wątpienia najbardziej uniwersalnymi wśród kasków. Ich zaletami są: prostota, lekkość, przewiewność ł łatwość zakładania, są one "przyjazne" dla noszących okulary. Lubiane są przez panie jeżdżące na motocyklach (można poprawić szminkę!). Z racji swojej uniwersalności polecić je można użytkownikom skuterów, motorowerów, lekkich motocykli drogowych i terenowych. Do wad jetów należy gorsza ochrona przed czynnikami atmosferycznymi, jak wiatr i deszcz. Warto pamiętać, że niektóre z firm produkują jety zaopatrzone w odchylaną szybę, co znakomicie podnosi ich walory użytkowe. Dość specyficzną grupę hełmów otwartych stanowią kaski typu Patrol wzorowane na hełmach amerykańskiej policji. Są one nieco płytsze od jetów, a dedykowane są przede wszystkim użytkownikom wszelakiej maści chopperów. Zwykle są one atrakcyjnie lakierowane i pieczołowicie wykończone. Kaski typu Jet szczególnie polecić można motocyklistom jeżdżącym dużo w ruchu ulicznym - właśnie z racji zalet, o których wcześniej wspomniałem. Niestety, słabo nadają się do jazdy szybkimi motocyklami, gdzie pęd powietrza napierającego na kierowcę ma niebagatelną rolę. Tym nie mniej są one lubiane przez użytkowników dużych motocykli turystycznych, pozwalając na bliższy kontakt z naturą.
Kaski enduro Jest to dość specyficzna kategoria kasków, wykazująca cechy typowe zarówno dla kasków integralnych, jak i otwartych. Konieczność ochrony twarzy kierowcy (i to nie tylko przed skutkami upadku, ale głównie przed wyrywanymi spod kół piachem i kamieniami) wymusiła zastosowanie rozbudowanej, wysuniętej do przodu szczęki. Jednak, jako że osiągane prędkości do dużych nie należą, kask może być odpowiednio większy i pozbawiony szybki. Otwór w części twarzowej jest większy niż w kaskach integralnych, co pozwala uzyskać szerszy kąt widzenia i używać gogli. Typowy dla enduro jest daszek, dzięki któremu kierowca może ochronić twarz od zachlapania błotem tryskającym spod kół innych motocykli. W niektórych kaskach szczęka może być łatwo odejmowana, co pozwala na szybką transformację w kask typu Jet. W porównaniu z minionymi latami na rynku polskim mamy coś, co można by nieśmiało nazwać obfitością kasków. Coraz więcej firm reprezentowanych jest w sklepach motocyklowych na terenie całego kraju. Niestety, nie zawsze jeszcze można wybierać w kolorach i modelach, ale widać wyraźnie, że idzie na lepsze. Niewątpliwie najważniejszym kryterium przy wyborze kasku jest jego cena. Kaski w krajowych sklepach można z grubsza podzielić na tej podstawie na trzy grupy: Do 500 zł. Zapewniają motocykliście niezbędny poziom bezpieczeństwa. Skorupa z reguły wykonana jest jako wypraska z tworzywa sztucznego - poliwęglanu. Wykończenie może być mniej, lub bardziej komfortowe - w zależności od marki. W grupie tej znajduje się większość kasków otwartych. Od 500 do 1000 zł. W tym zakresie cenowym znajdują się ekskluzywne kaski otwarte, wykonane na najwyższym poziomie, z komfortowym wykończeniem. Kaski integralne średniej i wyższej klasy z tego przedziału cenowego powinny zadowolić wszystkich użytkowników szybkich motocykli szosowych. Skorupy w większości wykonane są z poliwęglanów, ale można spotkać już kaski z laminatów. Ponad 1000 zł. Powyżej tej kwoty dostępny jest szereg kasków reprezentujących najwyższy światowy poziom techniki i wykonania. Ta kategoria cenowa nie ma górnej granicy. Wyznacza ją tylko próżność właściciela. Ten sam kask tylko w malowaniu tzw. replica a więc kopii hełmu jakiegoś z tuzów motocyklowych wyścigów może być droższy o całe 1000 zł! Czy warto? Niech każdy zadecyduje we własnym zakresie.
Na co zwracać uwagę? Na wszystko. Od koloru po rodzaj zapięcia. Każdy szczegół wykończenia wpływa na cenę, a. zatem mając możliwość wyboru, warto jest wiedzieć za co się płaci. W przeważającej większości przypadków skorupy kasków produkowane są jako wypraski z tworzywa sztucznego - poliwęglanu. Tylko w droższych modelach skorupy wykonane są jako laminat z żywic poliestrowych, a w najdroższych stosuje się zamiast tkaniny szklanej - kevlarową i włókna węglowe. Niewątpliwą zaletą kasków z laminowaną skorupą jest mniejsza masa od kasków wykonanych z poliwęglanów, jednak znaczny nakład pracy ręcznej powoduje, że są one znacznie droższe. Na klasę kasku (i cenę) wpływa także sposób wykończenia jego powierzchni. Najtańsze są kaski ze skorupą z plastiku barwionego w masie. Wadą takiego rozwiązania jest to, że powierzchnia jest podatna na zarysowanie i podczas eksploatacji szybko matowieje. Dlatego w droższych kaskach spotyka się pokrywanie skorupy lakierem. Dodatkowych walorów estetycznych dodaje skorupa zdobiona elementami graficznymi, naniesionymi w formie nalepek, bądź też wyżej cenionych kalkomanii pokrytych warstwą bezbarwnego lakieru. Lakierowanie daje bardzo gładką powierzchnię kasku i uodparnia go na zarysowanie. Kask jest przy tym łatwiejszy do utrzymania w czystości. W przypadku zamkniętych kasków integralnych należy zwrócić uwagę na wewnętrzną wentylację. Regulowane nawiewy mogą się znajdować w części szczękowej, czołowej i ciemieniowej. Ich ilość i sposób regulacji świadczą o klasie kasku. Dobra szyba powinna być pokryta warstewką zabezpieczającą przed odblaskami i zarysowaniem. Szyby przyciemniane, czy o lustrzanej powierzchni są zwykle droższe. Spośród wielu szybek o różnych stopniach przyciemnienia należy wybierać te najjaśniejsze. Jakkolwiek szybki przyciemniane wyglądają bardzo atrakcyjnie, to zupełnie nie nadają się do użytku po zapadnięciu zmierzchu. O klasie kasku świadczy także sposób uszczelniania szybki. Zwykle używa się do tego celu naklejonych pasków z weluru, jednak w lepszych kaskach są to uszczelki z mikrogumy. Ma to potem znaczenie podczas jazdy w deszczu. Szybkę trzeba od czasu do czasu wyjmować. I to wcale niekoniecznie tylko do wymiany. Zwykłe przetarcie wizjera zaklejonego przez stado opitych krwią komarów może być nie lada problemem, gdy do tego celu potrzebny jest klucz ampulowy lub śrubokręt. Dlatego najlepsze kaski mają bardzo zmyślne systemy mocowania szybek (Nolan, Shoei, Arai). W ich przypadku można się obyć bez żadnych narzędzi. Mechanizm opuszczania i blokowania szybki powinien działać pewnie i bez zacięć. Istotne jest, by podczas jazdy podmuch powietrza nie był w stanie otworzyć nam wizjera. Jak już wspomniałem niektóre z jetów wyposażone są w odchylaną szybkę, co znacznie podnosi ich walory eksploatacyjne. Wartym polecenia dodatkiem do kasku jest daszek, który nie tylko chroni przed oślepianiem promieniami słońca, ale i poprawia aerodynamikę, przez co opływ powietrza wokół głowy jest spokojniejszy. Ważnym elementem wpływającym na bezpieczeństwo i komfort użytkowania jest rodzaj zapięcia. Pamiętając o tym, że częstokroć kask trzeba zapinać i otwierać w rękawicach, miejmy na uwadze przy jego wyborze system zapinania paska. Najprostsze są zapięcia z dwiema klamerkami w kształcie liter "D" lub z radełkowaną sprzączką. Bardziej skomplikowane są zapięcia zatrzaskowe. Produkowane są one w różnych wariantach, lecz łączy je jedno: do ich zapięcia i otwarcia wystarcza zwykle ruch jednej ręki. Najwygodniejsze jest automatycznie regulujące się zapięcie z listwą zębatą (Nolan Microlock i Uvex). Elementem mającym istotny wpływ na komfort użytkowania kasku jest poziom hałasu docierającego do uszu kierowcy. I tu konstruktorzy mają nie lada twardy orzech do zgryzienia. O ile przy wolnej jeździe kask nie powinien tłumić odgłosów z zewnątrz, to przy dużych prędkościach hałas spowodowany opływem powietrza może być nie do zniesienia. Jednak jedynym sposobem na sprawdzenie tego, jak głośny jest hełm, jest jazda próbna. Oczywiście jest to problem tylko dla użytkowników szybkich motocykli.
Co w środku Wnętrze kasku, czyli tzw. wkładka, powinno być wyłożone przewiewną tkaniną wchłaniającą pot. Najlepsze (szczególnie dla alergików) są tkaniny naturalne np. welur. Warto zwrócić uwagę na sposób wykończenia części twarzowej w kaskach integralnych: czy jest to pianka, czy styropian i czy obszyta jest ona tkaniną. Warto wiedzieć, że niektóre firmy oferują elementy wkładek o zróżnicowanych rozmiarach, co umożliwia indywidualne dopasowanie kasku do twarzy właściciela (Lazer, Arai). W kaskach typu enduro warto sprawdzić, czy wkładka jest wyjmowana i czy można ją prać. W kaskach integralnych komfort użytkowania zdecydowanie podnoszą deflektory (jeden na wysokości nosa, drugi pod szczęką) odchylające wydychane powietrze od powierzchni szyby, przez co unika się jej zaroszenia.



Kask na miarę Kask powinien nie tylko być estetyczny, odpowiadający finansowym możliwościom i ulubionemu stylowi jazdy właściciela. Musi jeszcze dobrze "leżeć", czyli być we właściwym rozmiarze. I to właśnie jest najważniejsze kryterium decydujące o zakupie danego kasku. Kask musi pasować do głowy motocyklisty jak ulał. Kupując kask nie zapomnijmy o jego dopasowaniu do głowy. Obwód głowy należy zmierzyć w płaszczyźnie poziomej na wysokości brwi. W zależności od obwodu zalecany jest rozmiar kasku: 50 cm - US 52 cm - XXS 54 cm - XS 56 cm - S 58 cm - M 60 cm - L 62 cm - XL 64 cm - XXL Niektóre firmy produkują ponadto kaski w nietypowych rozmiarach (XXSiXXXL). Po czym poznać dobrze dobrany rozmiar kasku? Wciśnięty na głowę, z otwartym zapięciem, próbujemy przekręcić w lewo i w prawo, w górę i w dół. Podczas tej próby kask nie powinien przesuwać się na głowie. Z drugiej strony kask nie może być zbyt ciasny. Daje się to odczuć szczególnie boleśnie w okolicy uszu. Wszelaki ucisk na małżowiny uszne dyskwalifikuje hełm.
Gdzie kupować? Zakup kasku związany jest z niebagatelnym wydatkiem i wskazane byłoby posiadanie typowej dla tego typu wyrobów gwarancji. Dlatego odradzam komisy i przypadkowe sklepy. Poza tym nie ma żadnej gwarancji, że np. za rok, kiedy trzeba nam będzie pilnie wymienić wizjer w kasku, sprzedawca rozłoży ręce w geście bezsilności. Natomiast sklep związany na stałe z konkretną firmą powinien zapewnić użytkownikowi możliwość wymiany zniszczonych części i długą, bezproblemową eksploatację kasku. Odrębnym tematem, który jeszcze nie doczekał się swojego miejsca w krajowych sklepach motocyklowych są kosmetyki do pielęgnacji kasków. Szeroko dostępne na Zachodzie, ułatwiają utrzymanie w czystości tekstylnej wkładki, pozwalają szybko i bezwonnie ją zdezynfekować. Bardzo przydatne są środki do usuwania przyklejonych do skorupy owadów. Godne polecenia są także preparaty zabezpieczające szybę przed roszeniem. Kask tylko wtedy spełnia swoją rolę, gdy jest dobrze dobrany do fizjonomii właściciela. Nie może uwierać, ale nie może też przemieszczać się na głowie. Kask testuje się tylko raz. Jeżeli miałeś wątpliwą przyjemność stwierdzić jego skuteczność, nie używaj go już więcej. Teraz jego miejsce jest na półce z pamiątkami. Jedynie kask zapięty pod szyją spełnia swoją funkcję. Twój kask świadczy o tobie. O kask dbaj lepiej niż o swój motocykl. Zgodnie z powiedzeniem: bliższa ciału koszula... Dlatego od czasu do czasu wypróbuj któregoś rewelacyjnego proszku do prania na wkładce. Jeżeli pocisz się jak mysz, spróbuj używać bawełnianej opończy na głowę (do kupienia w całym kraju). Szybka wizjera jest takim samym elementem optycznym, jak soczewki w aparacie fotograficznym. Stara i porysowana całkowicie odbiera przyjemność z jazdy, a nocą ją praktycznie uniemożliwia. Dlatego nie żałuj wody na zmycie kurzu i insektów. Warto wydać parę złotych na służące do tego celu preparaty, podobnie jak na środki zapobiegające osadzaniu się pary wodnej Jeżeli pożyczasz innym: grzebień, szczoteczkę do zębów i narzeczoną, to możesz także pożyczać kask. Na kasku nie oszczędzaj. Leczenie, a nawet pochówek wychodzi dużo drożej.
|
Nocna Masakra (30.IV-1.V 2006) +
|
Nocna Masakra Czyli jak można było zagospodarować noc z 30 kwietnia na 1 maja.
Tasior (30-04-2006 19:16:56) cześć Jacek (30-04-2006 19:17:17) siema Tasior (30-04-2006 19:17:36) co robisz dziś w nocy?? Jacek (30-04-2006 19:17:54) dzis?? Jacek (30-04-2006 19:18:00) chyba spal bede a co? Jacek (30-04-2006 19:18:08) chyba ze sie szykuje jakas impreza?? Tasior (30-04-2006 19:18:19) no właśnie się szykuje Jacek (30-04-2006 19:18:29) no to szczegoly Tasior (30-04-2006 19:18:49) ja może na początek napiszę, że chodzi o imprezę pieszą Jacek l (30-04-2006 19:19:03) a dalej Tasior (30-04-2006 19:19:35) wstępnie: Mirów Olsztyn szlakiem czerwonym lub niebieskim Jacek (30-04-2006 19:19:48) a o ktorej wyjscie?
Wybraliśmy szlak czerwony czyli Szlak Orlich Gniazd. Koło godziny 22.00 Jacek był u mnie przekazując mi termos. 0,5 kg więcej w plecaku, ale jakże dużo to 0,5 kg gorącej, a później ciepłej substancji jest warte. Poszliśmy jeszcze do sklepu i w sumie wyruszyliśmy o 22.20. Do Mirowa udaliśmy się drogą, którą przemierzałem po raz -nasty, a pewien jej odcinek po raz –dziesy gdyż tam sobie biegam. Tak więc doszliśmy do Wieży (Wieża jest to obiekt o konstrukcji drewnianej, której eksploatacja polega na wejściu po 3 metrowej – teraz już w jednym miejscu nadłamanej i spróchniałej drabinie na górną jej część gdzie na dole znajduje się podłoga, w górnej dach, a trochę nad dolną i trochę bardziej pod górną ławeczka, która dzięki nam mogła się w każdej chwili złamać. Wieża jest to punkt do którego odbywał się mój najdłuższy bieg treningowy (13 km w tą i z powrotem)). Po zamontowaniu mojej czołówki na dachu rozpoczęliśmy konsumpcję produktów żywnościowych takich jak: kanapki, herbata z wcześniej wspomnianego termosu, woda. No i siedzimy, a tu nagle duży plusk wody. <zdziwiony> a tym bardziej <wystraszony>. Poświeciłem moją czołówką, ale nic nie zauważyłem. W międzyczasie Jacek wyjął swój halogen rowerowy i uważnie obserwowaliśmy okolice. Powstały różne wersje tego wydarzenia: bóbr, łasica, patyk (gałąź lub inny obiekt drewniany), człowiek. Ja usilnie trzymałem się wersji „patyk (gałąź lub inny obiekt drewniany)” tym bardziej, że po tym wydarzeniu nie zaobserwowaliśmy jakichkolwiek ruchów w okolicy. W międzyczasie wyjąłem moje dwie zapasowe super latarki tzn. zapalniczki z jedną diodą, które dawały o wiele lepsze światło od mojej czołówki i zademonstrowałem je Jackowi. Jak się później okazało, te dwie zapalniczki odegrały dużą rolę w przebiegu tej ekstremalnej wyprawy. Później nastąpiło niezbyt miłe zdarzenie – musieliśmy ruszać dalej. No ale trudno – wcześniej ruszymy, szybciej będziemy w domu. Doszliśmy do ulicy między Jaworznikiem, a Kotowicami (dla niektórych przydatna może być informacja, że to ta sama ulica co między Żarkami, a Kroczycami). Tam towarzysz Jacek założył na plecak światełko typu czerwone i po krótkiej manipulacji manualnej światełko zaczęło migać. Poszliśmy ulicą do Kotowic, a stamtąd do Mirowa. Chyba w tym momencie mgłą zaczęła się robić poważniejsza. Doszliśmy do Mirowa, po 2,5 h od wyjścia. W centrum Mirowa było słychać odgłosy imprez, na których uczestniczyła muzyka oraz spontaniczne okrzyki radości. Pojawiło się pytanie, które często w tej okolicy pada. Czy idziemy na zamek? (chodzi tu nie o sam zamek, a raczej jego ruiny, tylko pobliże zamku, w moim wypadku chodzi tu o skałkę, która koło zamku się znajduje). Jako, że szlak czerwony przechodził koło ruin, na wyżej postawione pytanie padła odpowiedź TAK. Mijając zamek, zauważyliśmy jasny słup światła, zapewne z czołówki znajdujący się na zamku lub bardzo bliskim jego pobliżu. Ale nic dokładnie nie widzieliśmy. I tu powstała jedna wersja zdarzenia, że ktoś jest na zamku (co jest zabronione i trudnodostępne), szczególnie, że my świecąc w jego kierunku najprawdopodobniej spowodowaliśmy wyłączenie tamtej czołówki, bo więcej już jest nie widzieliśmy. Weszliśmy na skałę wcześniej wspomnianą i po raz drugi w dzisiejszym dniu oddaliśmy się konsumpcji produktów żywnościowych to jest: herbaty, wody z cytryną, wody itp. W tym miejscu oddaliśmy się również kontemplacji zamku w Mirowie, który pływał w nocnej, gęstej mgle i mi osobiście wydawał się taki tajemniczy, jakbyśmy byli w średniowieczu – normalnie kilka pochodni na zamku i byłoby średniowiecze (czy tam inny renesans ;)). Drugim wydawaniem było, że siedząc na tej skale siedzimy na grani gdzieś w Tatrach Wysokich. Ach ta wyobraźnia.
Wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy, ponieważ wiedza jest ograniczona. <p align="right>"Albert Einstein (tzn. jemu się przypisuje tą mądrość, ale nie jest to potwierdzone)</p>
Co chwilę rozlegały się okrzyki ludzi, bez wątpienia pod wpływem etanolu. Dlatego, że dobiegały one z miejsca w kierunku którym mieliśmy się udać, po zejściu ze skały poszliśmy drogą omijając tamte tereny. Teraz zaczęła się faza ekstremalnego orientowania rodem z Harpagana. Na początku mieliśmy problem ze znalezieniem drogi, w którą mieliśmy skręcić aby dostać się do szlaku czerwonego. Po minięciu przydrożnej kapliczki wiedzieliśmy dokładnie gdzie jesteśmy. Skręciliśmy w las. Teraz szlak czerwony miał przeciąć naszą drogę. Idziemy i idziemy, a żadnego skrzyżowania nie ma. Idziemy i idziemy. Nic. Ale idziemy dalej. Najwyżej zawrócimy i pójdziemy do Niegowy ulicą. Ale w końcu jest skrzyżowanie, a ku naszemu zdziwieniu nawet oznaczony szlak, co nie często się zdarza. Więc idziemy już szlakiem. Bardzo słaba widoczność, ledwo co widzimy cokolwiek, czyli głównie drzew. Więc wyciągnąłem zapasowe źródło światła, czyli zapalniczki. Niebieska dioda dla mnie, zielona dla Jacka. Po drodze przewalone drzewa, przez które gubiliśmy ścieżkę, ale jakoś przeszliśmy tą górę (czyli obiekt zwany Wielką Górą). Wyszliśmy z lasu i zbliżamy się do Niegowy. W Niegowie siedliśmy na ławkach koło kościoła i uzupełniliśmy zapasy energii. Teraz ulicą w stronę Moczydła. Wyłączyliśmy światła w oparciu o projekt ministra środowiska na temat oszczędzania energii elektrycznej. Drogą nie było problemu iść bez światła (Jacek miał czerwony pulsar na plecaku). Z Moczydła do Trzebiniowa. Tutaj był taki jakby mały wąwóz i było dużo błota. Później wyszedłem na zbocze i szedłem górą. Jacek zatrzymuje się i mówi, że ktoś biegnie. Ja nic nie słyszę, ale świecę do tyłu i ktoś jest. Okazało się, że gościu wracał z dyskoteki do Trzebiniowa, ale zauważył latarki więc dogonił nas, bo inaczej musiałby iść trochę dłużej ulicą. W Trzebiniowie pożegnaliśmy się z kolegą co nam stracha niezłego narobił, a sami mieliśmy problemy, gdzie mamy teraz skręcić. Sam osobiście znalazłem skręt czarnego szlaku, a czerwony był wcześniej – wiec powrót. Po jakimś czasie znaleźliśmy. Po drodze jakiś wąwóz, cały czas las, ale orientacyjnie bezproblemowo doszliśmy do Ostrężnika. Szukaliśmy czegoś suchego do siedzenia. Nie było nic suchego, a nawet sensownego do siedzenia, więc siedliśmy na barierce mostu. Posililiśmy się. Zmieniłem sobie przemoczone skarpetki, a w tym czasie Jacek znalazł trochę suchego betonu. Przysiedliśmy. Była godzina około 5.00. Zastanawialiśmy się jak iść, bo chciało nam się bardzo spać, czy do Olsztyna, czy od razu do domu. Jak na razie idziemy do Złotego Potoku. Zaczęło robić się jaśniej, a ptaki zaczęły śpiewać. W sumie to tak nagle – cicho, cicho, a tu w pewnym momencie (oczywiście nie sekundzie) uświadomiłem sobie słyszenie śpiewu ptaków i dalej słuchałem. Teraz poszliśmy już bez światła. W Złotym Potoku mijaliśmy pole namiotowe, na którym był dach, a pod nim ławki. Więc poszliśmy skorzystać z okazji. Trochę zjedliśmy i poszliśmy spać. Tzn. nie z założenia, po położyliśmy się na tych ławkach i same oczy nam się zamykały, ale widząc i trochę kontaktując co się dzieje wstaliśmy i idziemy dalej. Mi osobiście już nie chciało się tak spać, może przez czekoladę zjedzoną w Ostrężniku, natomiast Jackowi wprost przeciwnie. W Złotym Potoku widzimy, że gościu przywiózł pieczywo do sklepu (5:45), no więc idziemy na zakupy. Kupiliśmy po dwie bułki od miłej pani. W sumie to byliśmy zaskoczeni świeżością bułek, a raczej jej brakiem, ale trudno. Teraz w stronę Zrębic. Po drodze odechciało nam się spać, a czuliśmy już tylko zmęczenie ogólne i szczególne kończyn dolnych, mnie osobiście stóp. Już nie czuliśmy braku snu – może słońce którego nie było widać, ale dawało światło tak zadziałało? Nie wiem. Doszliśmy do Zrębic, gdzie spotkaliśmy jednego przyjaciela turysty, tzn. namioty – lecz pewnie zajęte, więc nawet się nie zatrzymywaliśmy. W centrum Zrębic koło zabytkowego, drewnianego kościoła spotkaliśmy drugiego przyjaciela turysty – przystanek autobusowy. Tam odpoczęliśmy trochę siedząc, leżąc, jedząc itp. Spotkaliśmy turystów typu rowerowy. Dwóch facetów. Przyjechali spod Opola i nocowali w Olsztynie, a jadą szlakiem rowerowym Orlich Gniazd – również czerwonym. Mieli problem z fotomachiną cyfrową. Mieli pełną kartę i chcieli robić zdjęcia nie kasując tych co już mają. Chucka Norrisa nie było więc problem nie został rozwiązany. Pożegnaliśmy się i ruszyliśmy dalej. Następnym obiektem terenowym spotkanym na naszej drodze były Sokole Góry, w których powitała nas znana nam na pamięć tablica „Rezerwat Sokole Góry”. I tu zostaliśmy zaskoczeni wyglądem gór, a raczej ich flory. Otóż nad granicą sosny pospolitej rosną buki (chociaż w tym wypadku piętrowość jest związana z glebą, a nie wysokością), które wypuściły świeże listki. W dotyku jak jedwab, piękne, intensywnie zielone i z poranną rosą. To samo na runie leśnym, tym razem borówka czarna, potocznie jagoda tzn. chodzi o krzaczki. Po drodze spotkaliśmy dwóch turystów. Z tęsknotą opuściliśmy Sokole Góry, a na skraju lasu siedliśmy na czym się dało, ja na butelce (mojej). Tu trochę odpoczęliśmy oglądając ruiny zamku w Olsztynie. Zmieniłem skarpetki po raz drugi śpiesząc się trochę bo zbliżała się od strony Olsztyna grupka seniorów. Postanowiłem włączyć telefon i skontaktować się ze światem za pomocą Systemu Krótkich Wiadomości Tekstowych, a dokładniej z Herbatnikiem Wojtkiem oraz moim bratem. Była godzina 10.30. Mój brat był zdziwiony, że jesteśmy dopiero przed Olsztynem, a Herbatnik Wojtek napisał, że u nich pada i idą na Zawrat – doszedłem do wniosku, że słabo pada, albo herbatnikują (herbatnikować – czynność, do której jest zobowiązany każdy herbatnik). U nas właśnie w tej chwili wyjrzało zza chmur na chwilę słońce. Więc później ruszyliśmy do Olsztyna. Tam zjedliśmy coś ciepłego w barze tzn. zapiekankę za 3 zł. Podsumowałem ją tak: nie mam żadnych zastrzeżeń, chociaż jakbym nie był głodny powiedział bym, że to nie było zbyt dobre i tanie jak na taką ilość tego. Poszliśmy jeszcze do sklepu i teraz do domu. Poszliśmy przez Lipówki, gdzie kontemplowaliśmy na wysokości. Ominęliśmy Biakło, na którym dużo się działo – dużo ludzi mających coś wspólnego ze szpejem – ktoś zjeżdżał, ktoś wisiał na linie, ale nie widziałem żeby ktoś się wspinał – może Krety? Poszliśmy w stronę ulicy i doszliśmy do Sokolich Gór. Teraz niebieskim szlakiem rowerowym im. Kacpra Karlińskiego lasem wzdłuż Sokolich Gór. Odpoczynek przy ”gaj. Sokole Góry”, na studni z betonowym włazem z napisem: „Głębokość 39 m, nie ma wody”. Brak wody Jacek sprawdził empirycznie odłamkiem skalnym za pomocą zmysłu słuchu, zresztą głębokość po części też. Ruszyliśmy dalej, trochę polnymi drogami i doszliśmy do Biskupic. Tam odpoczęliśmy na przystanku, gdzie zauważyliśmy, że coraz częściej odpoczywamy. Więc ruszyliśmy dalej. Na zakręcie przed Zaborzem poszliśmy prosto idąc czarnym szlakiem – zaczęło trochę padać, a wiedzieliśmy, że po południu miało padać bardzo. Przystanek już przez jakiegoś rowerzystę zajęty, więc idziemy – przecie tylko trochę pada. I to był błąd. Później zaczęło padać na chama. Teraz jak najszybciej do Przybynowa. Biegniemy. Szybka orientacja na skrzyżowaniu i dalej biegniemy. W końcu byliśmy tak mokrzy, że nie było sensu biegną, bo to czy bylibyśmy pod dachem wcześniej czy później, to by nam nic nie dało (przynajmniej mnie ). Jakoś doszliśmy do przystanku. Ja miałem buty całkowicie przemoczone, a lewa stopa pływała. Zmieniłem na skarpetki z plecaka, które były mniej mokre. Mapa – laminowana – trochę jednak na deszcz odporna nie jest, trochę się poodklejała na brzegach i papier zmienił odcień. W sumie to niedługo tam pobawiliśmy. Poszliśmy w stronę Żarek. Już prawie nie padało. Jacek skręcił do domu do Żarek Letnisko, a ja dalej poszedłem sam. Deszczu już nie było. Próbowałem zatrzymać stopa ale nic. W sumie to co się dziwić, dość, że teraz autostopowiczów brać nie chcą, to jeszcze byłem mokry i trochę brudny. Do domu z 14 km, a mi się niezbyt chce iść. Chciałbym być jak najszybciej w domu. I tu została zastosowana po raz kolejny moja rada: „Nie chce Ci się iść? – biegnij, będziesz szybciej u celu”. Ale zawsze stosowałem je gdy celem był dom, bo w przeciwnym wypadku można by stracić siły i np. docierając do celu Olsztyn nie miałoby się siły wracać i trzeba by kombinować. Tak wiec pobiegłem. Oczywiście nie cały czas. Biegłem, szedłem i tak na zmianę. Dotarłem do Żarek. Na jednym z parkingów była ławka, więc czemu miałbym nie skorzystać. Wypiłem jakieś płyny oraz coś tam zjadłem i ruszyłem dalej. Tak samo – idę, biegnę i tak na zmianę i o 16.20 byłem w domu. Podsumowanie: Było <cenzura> bardzo fajnie. Linijką to trochę nie fajnie się liczy kilometry ale wyszło mi 67 km. W sumie to jestem zadowolony z dystansu ale: w terenie byłem 18h i przeszedłem 67 km co daje 3,72 km/h – a z takiej szybkości nie jestem zadowolony, ale w sumie dużo odpoczywaliśmy i nigdzie się specjalnie nie śpieszyliśmy. Myślę, że to był dobry testo-trening przed październikowym Harpaganem – w sumie mało orientowania, ale jak już było to tak ekstremalnie – w nocy, w gęstej mgle i w lesie. Po całym zajściu nogi mnie specjalnie nie bolały, ale musiałem trochę odespać i uzupełnić straty energii.
Autor relacji: Tasior Członek Herbatnic Alpin Club i sympatyk Jurajskiego Klubu Wysokogórskiego.
|
Czy jesteśmy za zdrową konkurencja???
|
IV SPŁYW KAJAKOWY BIBLIOTEKI MIEJSKIEJ I POWIATOWEJ W BIAŁOGARDZIE 14-06-2008R.
W związku z ukazaniem się bezprawnie, bez mojej zgody linku do mojej strony www.kayaktrips.eu na stronie biblioteki.Wypożyczalnia kajaków AQUA SPORT BIAŁOGARD chciałaby poinformować wszystkich kajakarzy i mieszkańców Białogardu, że nie mamy nic wspólnego z organizowanym IV SPŁYWEM KAJAKOWYM BIBLIOTEKI MIEJSKIEJ I POWIATOWEJ W BIAŁOGARDZIE, który ma się odbyć w Sobotę 14-06-2008r. i nie chcemy, aby utożsamiano ten spływ z wykonywaniem naszych usług dla klientów korzystających z naszej firmy wypożyczając kajaki lub z naszej pomocy przy organizowaniu zorganizowanych spływów kajakowych na okolicznych rzekach.
Ponieważ Cennik naszych usług jest dostępny na naszej stronie i bardzo łatwo sobie obliczyć ile kosztuje spływ kajakowy jednodniowy na jedną osobę z pełnym kateringiem, dowiezieniem i odebraniem kajaków jak również zapewnieniem autokaru w naszej firmie.
Wypożyczenie 1 kajaka dwuosobowego – 25 zł za dzień OD KAJAKA NIE OD OSOBY Dowóz kajaków do Karlina do 15 sztuk 1 bus – 39 zł Odebranie kajaków np. z Bard do 15 sztuk 1 bus – 102 zł Cena za wynajęcie autobusu do 40 osób – 3.50 za 1 km Białogard – Karlino - Białogard – 26 km Białogard – Bardy – Białogard – 68 km Ceny kateringu BIAŁOGARDZKIEJ FIRMY podane na naszej stronie www.kayaktrips.eu
Nie życze sobie aby ktoś podawał link mojej strony www.kayaktrips.eu bez mojej zgody jak zostało to zrobione na stronie internetowej www.biblioteka.bialogard.info cyt … W celu należytego przygotowania się do spływu Organizator zaleca przegląd strony internetowej firmy wypożyczającej kajaki ( jesteśmy również firmą która organizuje spływy kajakowe z ratownikami WOPR) w celu zapoznania się w szczególności z poradami dla kajakarzy wraz z trasą spływu oraz opisem trasy spływu, mapami spływu i regulaminem. Adres strony: http://www.kayaktrips.eu …ponieważ materiały zawarte na mojej stronie REGULAMIN, OPISY SPŁYWÓW, RADY JAK PRZYGOTOWAĆ SIĘ DO SPŁYWU, MAPY MOJEJ FIRMY są wyłącznie przeznaczone dla moich klientów bądź ludzi chętnych do skorzystania z moich usług i czteroletniego doświadczenia przy wypożyczaniu kajaków organizowaniu imprez masowych na okolicznych rzekach. Nie sprzedaje swoich map ani ich nie rozdaje i wykorzystywanie moich materiałów zawartych na mojej stronie do innych celów niż reklamowanie mnie bez mojej zgody będzie karane na drodze sądowej. Po czterech latach swojej działalności , opłynięciu 500km rzek dzięki czemu powstały moje mapy z czasami płynięcia poszczególnych odcinków aby kajakarze nie zostawali na noc na rzece bez możliwości odbioru, po czterech latach zbierania materiałów do strony tłumaczeniu ich na język angielski i niemiecki, po wydawaniu pieniędzy na reklamowanie się w całej Polsce i Zagranicą aby ściągnąć do Białogardu turystów z całej Europy i promować tym samym ten region i Nasz powiat i rzeki które Nas mieszkańców Białogardu otaczają z całym swoim pięknem nie mogę pozwolić i muszę zaprotestować jeżeli ktoś już drugi raz próbuje wykorzystać Moją firmę do swoich celów. ( Podobny problem wynikł przy organizowaniu III spływu Bibliotekarzy w 2007r. ale wtedy nie udało się organizatorom uzyskać kajaków od Burmistrza po tym jak zostało zamówione u mnie 40 kajaków, których nie mogłem już pożyczyć dla innych ludzi, następnie nastąpiła rezygnacja z 20 sztuk i prośba o wykonanie transportu kajaków Burmistrza na co się nie zgodziłem w 2007r. ale teraz to już jest śmieszne, że ktoś organizuje spływ korzystając z moich materiałów zawartych na stronie, proszę bardzo organizujcie sobie spływy jak chcecie i za ile chcecie ale nie umieszczajcie linku do mojej strony www.kayaktrips.eu bez mojej zgody dla swoich potrzeb czy informacji bo mnie to obraza i jakość świadczonych prze zemnie usług dla moich kajakarzy z całej EUROPY !!!) nie chcę aby ktoś kojarzył mnie z tym akurat spływem. Ja na swoją działalność zaciągnąłem cztery lata temu bardzo duży kredyt, którego nie udało się jak dotąd spłacić przez cztery lata i pewnie nie uda się spłacić przez następne wiele lat, co być może przyczyni się do upadku mojej firmy. Jestem na rynku dopiero czwarty rok i musi jeszcze upłynąć kolejne 10 lat, aby nasz region był tak znany ze spływów rzeką Parsętą i Radwią jak np. rzeka Drawa czy inne rzeki w Polsce. Ponieważ przez ostatnie 20 lat przed moim powstaniem nic nie działo się ciekawego w kierunku spływów kajakowych, co mogło by przyciągnąć turystów do naszego powiatu może z wyjątkiem Spływu Międzynarodowego organizowanego raz w roku przez Związek Miast i Gmin Dorzecza Parsęty. Moimi klientami dzięki mojej własnej reklamie i własnemu promowaniu się są ludzie z całej Europy co stanowi statystycznie aż 80 procent moich klientów i tylko około 20 procent moich klientów stanowią mieszkańcy naszego Powiatu pomimo wyczerpania już wszystkich pomysłów na reklamę. Swoje kajaki zakupiłem cztery lata temu i są to kajaki laminowane, ponieważ nie było mnie stać na kajaki polietylenowe, których 20 sztuk posiada od ponad roku Miasto Białogard, a wartość jednego to koło 2500zł i jak dotąd od ponad roku nie były w ogóle używane i leżały w garażu w Parku Lasku. Po czterech latach używania swoich kajaków na rzekach Parsęcie i Radwi oraz dopływach tych rzek ze względu na dużą ilość zwalonych drzew braku typowych miejsc do wodowania kajaków i wyjmowania ich, co często odbywa się wprost na ulicę asfaltową, kajaki nie wyglądają za ciekawie trzeba je kleić i naprawiać po każdym spływie. Być może zaszkodzi mi ten artykuł w prowadzeniu dalszej działalności ale muszę w końcu o tym napisać i zwrócić uwagę na to co dzieję się w naszym mieście. Aby kajaki nie niszczyły się podczas spływów i abym dalej mógł prowadzić swoją działalność i nie rezygnować z powodu rozpadającego się sprzętu od trudów naszych okolicznych rzek, muszę zakupić kajaki polietylenowe, aby sprostały trudom przeszkód w naszych rzekach. Moje dochody niestety nie pozwalają na to. Jeżeli więc Burmistrz jest w posiadaniu kajaków Polietylenowych, które zostały zakupione z pieniążków Unijnych z przeznaczeniem do promocji tego regionu i zgodnie ze swoim przeznaczeniem wynikającym ze zrealizowanego projektu unijnego kajaki polietylenowe mają być udostępniane nieodpłatnie podczas polsko niemieckich spływów kajakowych organizowanych przez Związek Miast i Gmin Dorzecza Parsęty oraz poszczególne gminy związkowe, ( Białogardzka Biblioteka z tego co wiem nie jest członkiem Lokalnej organizacji Turystycznej i nie należy do związku ale mogę się oczywiście mylić) skoro nie mogłem ich wydzierżawić żeby polepszyć jakość wykonywanych prze zemnie usług i uzyskać jakąkolwiek pomoc od Urzędu Miasta starając się promować ten region i ściągać do naszego miasta turystów z całego kraju i z za granicy, to dlaczego te kajaki są wykorzystane na spływ pod NAZWĄ DLA BIBLIOTEKARZY czyli urzędników i jest tak duża cena i ktoś umieszcza jeszcze link bez mojej zgody do mojej strony i moich tam zawartych informacji??? Moim zdaniem trudno nazwać organizację spływu kajakowego nieodpłatnego zgodnie z warunkami zakupu kajaków polietylenowych pobierając 50 zł od OSOBY czyli 100zł od KAJAKA na taki jednodniowy spływ tłumacząc się kosztami organizacyjnymi wykorzystując nie swoje kajaki tylko URZĘDU MIASTA i korzystając z materiałów zawartych na czyjejś prywatnej stronie internetowej pomagając sobie bez mojej wiedzy moim doświadczeniem. Nie chcę być utożsamiany z takimi ludźmi i takimi urzędnikami, którzy chcą według mojego odczucia na mnie zarabiać pieniążki. Chciałbym, żeby ten artykuł został właściwie zrozumiany, chcę jedynie zaprotestować w tej formie przeciwko wykorzystywaniu mojej ciężkiej pracy i dużego kilkuletniego doświadczenia które jest zawarte w materiałach mojej strony www.kayaktrips.eu - przy realizowaniu własnych celów na państwowych kajakach. Popieram jak najbardziej konkurencje w spływach kajakowych, ale zdrową konkurencję. Niech powstaną inne wypożyczalnie kajaków w naszym mieście, ale niech kupią sobie kajaki za swoje pieniążki lub za kredyt i z przyjemnością będziemy z takimi ludźmi współpracować i nawet służyć pomocą. Ale niech nikt nie próbuje zarabiać pieniążków moim kosztem odsyłając swoich klientów do lektury na Mojej stronie. Dlaczego Karlino mogło dostosować na swojej wypożyczalni kajaków cenę za wypożyczony kajak do moich cen? Do cen które obowiązują w całej Polsce często współpracujemy z Karolińską wypożyczalnią ale nikt z niej nie odsyła klientów do naszej strony i naszych materiałów. Dlaczego któraś z pizzeri w Białogardzie nie ma ceny za pizzę 80 zł??? Ja też bym chciał nie inwestując cztery lata temu nawet 1 zł otrzymać możliwość zorganizowania spływu kajakowego na kajakach, za które nie muszę płacić w dodatku na kajakach polietylenowych, mając możliwość pociągnąć te kajaki na nie swoich przyczepach, na które nie musiałem wydać nawet 1zł i jeszcze skierować potencjalnych klientów do lektury na jedynej stronie w POLSCE opisującej dokładnie PARSĘTĘ RADEW I DOPŁYWY nie przepływając żadnej z rzek, na których organizuje spływ i nie pijąc wody z Parsęty i nie wyrzucając garściami robaków z kajaka podczas spływu, aby opisać dokładnie całą rzekę. Niech może sam ktoś spróbuje zrobić przyczepę do ciągania kajaków bo akurat te które są zrobione dla Miasta Białogard przez firmę NIEWIADÓW są skonstruowane na podstawie moich już sprawdzonych konstrukcji przyczep które były oglądane przez techników z firmy Niewiadów tu w Białogardzie zanim zrealizowali zamówienie dla Dorzecza Parsęty które razem z kajakami przekazało sprzęt ponad rok temu dla miasta Białogard i po części z tego też jestem dumny że udało mi się zrobić tak dobre przyczepy we własnym zakresie. Niestety ja nie miałem skąd otrzymać pomocy, aby uzyskać dotację z Unii na to, co robię, bo z przykrością stwierdzam, że należenie do Lokalnej Organizacji Turystycznej Miasta i Gmin Dorzecza Parsęty w niczym mi nie pomogło i jak dotąd nie otrzymałem żadnej pomocy od Urzędu Miasta czy Gminy w Białogardzie. Sam musiałem prosić aby umieścili mnie na swoich stronach bo jak do tej pory nikt nie jest zainteresowany jakąkolwiek współpracą ze mną jedynie Pan Radny Gajlewicz był obecny na darmowym festynie który zorganizowaliśmy całkowicie za DARMO DLA MIESZKAŃCÓW BIAŁOGARDU w 2007r. na ul. Wileńskiej nad brzegiem Parsęty i można było pływać cały dzień za darmo moimi kajakami razem z RATOWNIKAMI WOPR Z BIAŁOGRDZKIEGO KLUBU PŁETWONURKÓW ,,SKORPENA” zdjęcia dostępna na www.kayaktrips.eu W GALERII oraz zamieniłem kilka słów z Radnym Panem Harłaczem na ulicach Białogardu który zainteresował się tym co robię. Pozdrawiam wszystkich białogardzkich i okolicznych kajakarzy którzy wiele razy korzystali z moich skromnych usług i informuje ich, że mnie ani mojego sprzętu nie ma na IV SPŁYWIE KAJAKOWYM BIBLIOTEKARZY z Białogardu i proszę mnie nie kojarzyć z organizatorami tego spływu.
STANISŁAW TRAFNY właściciel strony www.kayaktrips.eu
|
| |
|
|