Oglądasz wiadomości wyszukane dla hasła: turystyczne Zakopane oferty w Zakopanem
|
| Wiadomość |
[pr] "Pociąg papieski" z Zakopanego do Wadowic
|
http://miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,3847323.html
"Pociąg papieski" z Zakopanego do Wadowic pil 2007-01-12, ostatnia aktualizacja 2007-01-12 21:52 Choć zima nie zachęca do spędzania ferii w górach, regionalne koleje zdecydowały się wzbogacić swoją ofertę przewozową na najbliższe dwa tygodnie. W większości składów wożących turystów do Zakopanego i Krynicy znajdzie się więcej wagonów. Oprócz tego ze stacji Kraków Główny uruchomionych zostanie dodatkowych 12 połączeń.
Hitem oferty ma być bezpośrednie połączenie między Zakopanem a Wadowicami. Obsługiwał je będzie ,,Pociąg papieski" - dotychczas jeżdżący tylko między Krakowem a Wadowicami. Pociąg będzie przez dwa tygodnie wyjeżdżał z Zakopanego o godz. 9.50, a do Wadowic dojedzie na 12.17. Powrót do Zakopanego wyznaczono na 15.05 (do Zakopanego dojedzie o 17.27). Z doświadczeń krakowskich kolejarzy wynika, że trzy godziny na odwiedzenie wszystkich atrakcji Wadowic wystarczy turystom w zupełności. Liczą, że ze względu na pogodę wycieczka do Wadowic skusi wielu wypoczywających w Zakopanem jako atrakcyjna alternatywa dla spaceru po Krupówkach w deszczowy dzień.
|
| |
|
|
W Tatrach idzie ku dobremu...?
|
>Czyli łącznie 460 Sk czyli niespełna 54 złote. Pytam się gdzie w Zakopanem za takie pieniądze usługa tego standardu. Dodam jeszcze, że to nie jakiś wyjątek, mam jeszcze kilka analogicznych cenowo ofert. W lokalach gastronomicznych też mniejsze marże.
Oj chyba dawno nie byles w zakopianskich pensjonatach. Czlowieku za 54 zl w Zakopanym masz pokoj lux. Znam miejsce blisko centrum, gdzie 50 zl za dobe od osoby kosztuje wynajecie pietra a tam: loze malzenskie, TV + kino domowe + wielka kuchnia+ duza lazienka (wielka wanna) + mala lazienka + poddasze (dwa osobne lozka), ogolnie:skory,kwiaty i inne bajery. Za 25 zl jest pelno kwater z wlasna czysta i elegencka lazienka. Na Cyrhli, Chlabowce, w Murzasihlu. kwatera o podobnym standardzie jest jeszced tansza.
Stary jak myslisz ilu krakow liczy sobie turystow narciarzy? Nie zapominaj prosze, ze wyjazdy weekendowe to niemal wylacznie Zakopane. To, ze czesc ludzi przestala tam jezdzic nie ma zadnego znaczenia w przypadku, kiedy ten sport staje sie coraz bardziej popularny.
Poswiec kiedys jeden dzien na przeliczenie ile osob smaruje z Palenicy do Moka na wlasnych nozkach. Zrobmy moze taka symulacje. Na Palenicy nie stoi wiecej niz 30 wozakow. Kazdy moze zabrac 30 osob (maja pozwolenie na 20) Jeden kurs w ta i z powrotem to minimum 3h czyli maksymalnie 3 kursy dziennie na wozaka. 30 osob x 3 kursy x 30 wozakow to zalewdwie 2700 osob. Nad Moko w najlepsze dni dociera srednio kilkanascie tysiecy osob i wecej. Niech mnie ktos poprawi moje obliczenia.
Jarek
|
Zakopane Noclegi.info
|
Zapraszam na strony naszego nowego serwisu prezentującego oferty noclegowe (domki, apartamenty, kwatery prywatne, pensjonaty) z rejonu Zakopanego www.zakopanenoclegi.info Serwis należy do biura turystycznego (Biuro Aktywnego Wypoczynku Altius), działającego na zakopiańskim rynku turystycznym od 2001 roku. Staramy się pilnować aby w serwisie nie pojawiały się "podejrzane" oferty. Przy okazji turystom planującym pobyt w Zakopanem ( i w Świnoujściu:-) polecamy stronę www.wycieczkijednodniowe.pl gdzie przedstawiamy oferty autokarowych wycieczek jednodniowych do Krakowa, Wiednia, Budapesztu, na Spływ Dunajcem i na Słowację. prosze nie zapomnieć paszportów dla dzieci!
|
wygrałem wczasy przez telefon ???
|
Jak najlepiej ujac to w slowa? robia Cie i to na calego.
|
Dzisiejszy superexpress:
Wakacje to złoty czas dla turystycznych oszustów!
Warszawska firma Klub Wakacyjny dzwoni do ludzi i informuje: "Gratulujemy! Wygrałeś bon o wartości 1500 złotych. Jeśli chcesz go zrealizować i wyjechać na tygodniowy urlop, musisz oddzwonić w ciągu godziny". "Super Express" ostrzega! Ta ponętna oferta to bezczelne oszustwo i podstęp!
Klub Wakacyjny z Warszawy wymyślił nowy pomysł na wyciąganie od ludzi pieniędzy. W wielu domach w Polsce rozdzwoniły się telefony. Kobiecy głos informuje i nęci:
- Wygrałeś wycieczkę do Zakopanego. Teraz w ciągu 24 godzin musisz się spotkać z kurierem i odebrać przesyłkę.
Kurier często zjawia się nagle jeszcze tego samego dnia. Zaskoczonym klientom wręcza dużą białą kopertę i żąda opłacenia tzw. kosztów wstępnych. Bagatela - 320 zł.
Marek i Anna ze Szczecina dostali taką ofertę.
- Kilka tygodniu temu zgodziłem się na wizytę kuriera - mówi Marek, właściciel firmy handlowej w Szczecinie.
W kopercie, którą wręczył im kurier, był voucher, który miał otworzyć przed nimi drzwi w domu wypoczynkowym w Zakopanem. Kurier chciał od nich 320 zł.
- Zyskałem prawo do tygodniowego pobytu w ośrodku Imperial Tatry, ale powiedziano mi, że może będzie to dopiero za trzy lata - mówi Marek. - Chciał od nas kolejne 300 zł. Nie zapłaciliśmy.
Tym razem oszukańcza firma nie zarobiła. Ale wielu ludzi udaje się jej naciągać. Przestrzegamy przed Klubem Wakacyjnym w Warszawie. Omijajcie go wybierając się na wczasy.
autor: Rafał Kuśmider, Wojciech Tołyż
|
| |
|
|
Aquapark na rozdrożu
|
„Polskie Tatry” liczą na Wschód i Zachód źródło: Gazeta Krakowska - 2008/10/02 Zakopiańskie miasteczko wodne do niedawna było jedynym tego typu obiektem na Podhalu. Było, lecz już nie jest. Będą turnusy dla otyłych i rehabilitacja. Polskie Tatry mierzą w Rosję, Ukrainę i Anglię.
W grudniu ruszają baseny termalne w Bukowinie Tatrzańskiej. Górale w innych miejscowościach również zbierają dutki na budowę miasteczek wodnych. To może poważnie zaszkodzić zakopiańskiej spółce „Polskie Tatry”, właścicielowi miasteczka wodnego na Antałówce. Firma może poważnie odczuć skoki turystów do gorącej wody termalnej w Bukowinie.
Gdy uruchomiono pod Giewontem miasteczko wodne, wszyscy nosili się ze szczęścia. Właściciela obiektu – „Polskie Tatry” – kosztowało to jednak zadłużenie się na kilkadziesiąt milionów złotych. Po pierwszej zimie, gdy przyszedł okres martwego sezonu turystycznego, zaczęto zastanawiać się, co dalej zrobić, aby aquapark zarabiał na siebie i na spłatę kredytu. Pojawił się nawet plan sprzedaży hotelu Tatry na polanie Zgorzelisko, który i tak przez ostatnie lata był deficytowy. Pieniądze ze sprzedaży miały częściowo pójść na spłatę kredytu, częściowo na remonty pozostałych obiektów spółki. Do tego jednak nie dojdzie. Transakcja została zablokowana. – Zrezygnowaliśmy ze sprzedaży, między innymi dlatego że wynegocjowana przez wcześniejszy zarząd cena nie była adekwatna do wartości tej nieruchomości – zaznacza Marian Wachta, nowy prezes „Polskich Tatr”.
Posunięcia nowych władz nie wszystkim w Zakopanem przypadły do gustu. Radni miejscy bowiem na każdej niemal komisji zastanawiają się, co dalej zrobić ze spółką, skoro miasto nie ma z niej korzyści. Niedługo bowiem wyrośnie „Polskim Tatrom” nie lada konkurencja – prywatne parki wodne najpierw w Bukowinie Tatrzańskiej, potem zaś w Białce. Działa już basen w Szaflarach.
Tymczasem wiadomo, że drugi basen termalny w Zakopanem nie powstanie.
– W całej Polsce aquaparki są deficytowe, niestety. Ale jest to obiekt użyteczności publicznej ważny dla Zakopanego. Dlatego będziemy się starać rozwijać ofertę. Chodzi o turnusy dla dzieci otyłych, a także turnusy rehabilitacyjne – mówi Wachta. Spółka zamierza także powalczyć o turystów z Rosji, Ukrainy i... Anglii, i to na ich terenie, wybierając się na targi turystyczne. – Z hotelu Tatry można zrobić ośrodek przygotowań olimpijskich. Z turystyki obiekt się przecież nie utrzyma – uważa Andrzej Kawecki, prezes Tatrzańskiej Izby Gospodarczej.
|
Quo vadis turysto...
|
Ponownie pozwalam sobie zabrać głos. Od kilku lat staram się na dłużej nie jeździć w Tatry w okresie lipiec-sierpień. Góra cztery dni. W tym roku wypadło inaczej. Wydawało mi się, że są tłumy, ale przy piwnej rozmowie z "fachowcami" zgodziłem się że rzeczywiście są to mniejsze tłumy niż dwa, trzy lata temu. Nie mam na myśli tłumów na Krupówkach i w Zakopanem ale w górach. Oferta "rozrywkowa" samego Zakopanego znacznie się zwiększyła i zaczyna stanowić sporą konkurencję dla samych Tatr...Może to dobry kierunek? Niedługo ruszy Aquapark... Oczywiście "przebicie się" przez tłumy na Kirze Miętusiej to był mały problem ale wyżej było zdecydowanie lepiej...
Problem zanieczyszczenia i zniszczenia Tatr to zupełnie rzecz niezależna od mentalności tubylców. Nic złego że żyją z turystów - to tych turystów należy wychowywać wcześniej, niż wyjadą w góry. Tubylcy z reguły w górach nie śmiecą. Wielekroć o tym mówili Parkowcy. Choćby taki przykład-ciekawostka - większość turystów i "turystów" ma siłę, żeby wtargać na plecach lub w rączkach w górę butlę z wodą do picia (z reguły 1.5 litra czyli 1.5 kg). No i kanapki, czekoladki...Co najmniej łącznie 2-3 kilo. A znieść w dół już za ciężko jest. Mimo, że pusta butelka i folia od "snickersa" ważą tyle co nic i idziemy w dół. No to co? No to "pierdu" papierek i butelkę w krzaki...Niektórzy do kosza...ale przy takim ruchu kosz napełnia się w godzinę-dwie i ludzi nie nastarczy żeby wynosić śmieci niżej. A wynosić śmieci za darmi nikt nie chce...No i wywożenie śmieci samochodem na przykład toż to jawne zanieczyszczenie. Mimo poustawianych w wielu miejscach przenośnych toalet i tak znaczna część woli w naturze - bo w tej toalecie inni też robili i pachnie brzydko. Czy na prawdę odległości, zwłaszcza w dolinach są aż tak duże, że nie można doczekać do schroniska lub do toalety?
I ostatnia sprawa. Czy ktoś z Szanownych dyskutujących zwrócił kiedyś na szlaku tatrzańskim komuś obcemu uwagę (oczywiście uprzejmie) że np: jest nieodpowiednio ubrany, nieodpowiednio się zachowuje? że śmieci, albo ,że chodzenie na skróty jest niewłaściwe, albo, że głosne zachowanie także nie uchodzi...A jeśli tak to jakiej reakcji się doczekał???
Reasumując - podniesienie ogólnej kultury naszego Narodu zdecydowanie zmniejszy zagrożenie dla wszelkich rejonów chronionych z różnych przyczyn... pozdrawiam gb ps przepraszam za nieco upierdliwy ton... pps łatwo jest znajdować puste miejsca w Tatrach gdy można legalnie poruszać się poza szlakami...:)
|
Kurorty dla elit
|
Władze powiatu tatrzańskiego chcą, aby Zakopane stało się ekskluzywnym kurortem dla elit. Dla biedniejszych turystów przeznaczają okoliczne miejscowości ... Ponów i to z tych najhrubsych (najbogatszych - przyp. red.) pod Tatry ciągnęło zawsze, odkąd odkrył je Tytus Chałubiński. Przyjeżdżali tu już w połowie XIX wieku uczeni, literaci, malarze, arystokracja, przemysłowcy, prominenci. Teraz władze powiatu tatrzańskiego chcą, by tamte dobre dla Zakopanego, czasy wróciły. Marzy im się bogaty klient w ekskluzywnym, na miarę Davos, Zakopanem.
- Chcielibyśmy, aby Zakopane stało się ekskluzywnym kurortem dla elit, natomiast dla tych biedniejszych turystów mogłyby być miejscowości wokół Zakopanego - mówił podczas ostatniej konferencji pasowej Andrzej Gąsienica Makowski, starosta tatrzański.
Taki kierunek rozwoju postanowiły obrać władze powiatowe, po tym jak przedstawiciele Tatrzańskiej Agencji Rozwoju, Promocji i Kultury wrócili z targów w Warszawie.
- Zainteresowanie naszą ofertą było bardzo duże - mówi Miłosz Buczyłko, specjalista ds. kontaktów z mediami w Tatrzańskiej Agencji.
Głównie pytano zakopiańczyków o usługi z górnej półki, dla bogatych, m.in. o możliwości aktywnego spędzania wypoczynku.
Więcej w dzisiejszym wydaniu "Gazety Krakowskiej".
Tak piszą dzisiaj w Gazecie Krakowskiej i na Onecie, a to niżej to wypowiedż jednego z czytelników z którą się w całości zgadzam. 
żałosne to i żenujące Od lat obserwuję owy "kurort" jakim chce się nazywać Zakopane. I co? Cóż takiego może zaoferować turystom? Krupówki, które są oblegane przez rzesze, a wśród nich sprawnie działające bandy kieszonkowców, gdzie możemy kupić prawie wszystko i tylko czekać, aż na straganach pojawią się częśći samochodowe i duży sprzęt AGD. Zapchane stoki, na których strach się bać o dobytek pozostawiony na niby-strzeżonych parkingach. Szlak na Morskie Oko, gdzie mija się tylu ludzi ilu przez tydzień przewinie się po krakowskim rynku. A do tego hałas jak na Marszałkowskiej. Pensjonaty, których standard jest na poziomie, który każda miejscowość agroturystyczna miała kilka lat temu. Ktoś kiedyś wspomniał, że Zakopane ma niesamowity klimat. A i owszem, zapach spalin, które unoszą się z zakorkowanej Zakopianki, drogi która jest oknem na świat tej miejscowości. Tak więc jeśli mam odpocząć to w ciszy i spokoju. Jeśli będę chciał się zabawić to o niebo lepiej będzie w Krakowie, Łodzi czy W-wie. Dla mnie szkoda czasu, nerwów i gotówki na Zakopane. Jeśli wakacje i odpoczynek to wszystko tylko nie Zakopane. A wypowiedz starosty Gąsienicy Jakiegoś Tam tylko utwierdziła mnie w niechęci do tej mieściny i jej pseudoatrakcji.
|
Tatry - piękno czy snobizm?
|
ale czemu ty tak za wszelka cene chcesz zeby te masy ludzi opuscily zakopane, krupowki i tatry?? jak przestana tam jezdzic zaczna jezdzic gdzie indziej, moze w miejsca gdzie teraz jest pusto i milo... jaki ty masz interes w tym aby te tlumy znielubianych przez ciebie klapkowiczow zaczely sie pojawiac w gorach w szwecji?? niech zostana sobie w tatrach to ich nie bedzie gdzie indziej... |
Uważam, że pod wpływem mojego pisania, że jest wiele różnych alternatyw w stosunku do polskich Tatr tłumy nie opuszczą Zakopanego. Co najwyżej niektórzy forumowicze mogą zacząć się zastanawiać, czy na pewno polskie Tatry to wymarzone miejsce, czy może warto spróbować coś innego.
Mówiąc czysto teoretycznie: gdyby te tłumy w Zakopanem rozłożyły się równomiernie w innych górach nawet tylko polskich to byłoby całkiem o.k. A temat klapkowiczów wynika również z tego, że mimo kapitalizmu i dużej ilości sklepów sportowych oferta sprzętu turystycznego w Polsce jest nadal bardzo słaba. Lata świetlne dzielą nas do Czechów, dużo można o tym pisać.
Wyjazd na wędrówkę po Górach w Szwecji to pewne dużo trudniejsze zadanie niż urlop w Zakopanem. Wymaga to bardzo aktywnego kreowania urlopu.
I jest jeszcze pewna bariera w Szwecji. To kraj przyjazny do wędrówki: malownicze miasta, wioski, góry, doskonała komunikacja ceny już nie takie straszne jak kiedyś, możliwość rozbijania namiotów na dziko zagwarantowana prawnie, podstawowe produkty żywnościowe bardzo wysokiej jakości i w przyzwoitej cenie. Jednakże jest to kraj, który ogranicza dostęp do alkoholu- co uważam za bardzo pozytywny element polityki państwa. Alkohol jest bardzo drogi, dostępny tylko w ograniczonych ilościach w specjalnych sklepach. A zwyczajne polskie picie wódy czy piwa na ulicy może skończyć się aresztowaniem przez policję. Ta naturalna bariera ogranicza najazd tzw. buractwa do Szwecji.
A temat Zakopanego i Tatr powraca jak bumerang http://globtroter.onet.pl/38,1561211,artykuly.html
|
Słowacy znów nas wyprzedzają...
|
Słowacy dają nam duże zniżki, żeby nie pójść z torbami źródło: Gazeta Krakowska - 2009/03/04 Narciarski karnet na sześć dni to 620 zł. Dużo, więc dali nam aż 50 proc. rabatu.
Euro kosztuje tylko 2,35 zł! Tak jest jednak jedynie w niektórych ośrodkach narciarskich na Słowacji i tylko dla Polaków. Kurorty naszych południowych sąsiadów takim niskim kursem swojej nowej waluty zachęcają polskich narciarzy. Nie obniżają ceny euro wprost, ale oferując nawet 50-procentowe zniżki.
– Naprawdę sporo zainwestowaliśmy w nasze ośrodki. Nie podnieśliśmy w ogóle cen, ale przez wysoki kurs euro i osłabienie złotego masowo tracimy polskich turystów. Polaków jest zdecydowanie mniej niż przed rokiem, nawet o jedną trzecią – ocenia Juraj Chovaňák z ośrodka w Tatrzańskiej Łomnicy, który reprezentuje właścicieli słowackich ośrodków narciarskich.
W ub.r. narciarski karnet 6-dniowy kosztował, w przeliczeniu, ok. 310 zł, w tym roku już ok. 480 zł. To dla studentów. Dla dorosłych ponad 620 zł. Słowacy kalkulują więc prosto: 40-procentowe osłabienie złotego w stosunku do lata 2008 roku zrobiło swoje – sporo Polaków spłaca kredyty i oszczędza. Pierwsze, co zrobi przeciętny Polak, to nie pojedzie na wypoczynek. A inni szukają tańszych okazji.
– Słowacja dla wielu Polaków zrobiła się za droga – nie ukrywa Jan Bosnovic, dyrektor Narodowego Centrum Turystyki w Polsce, które wsparło inicjatywę prywatnych właścicieli ośrodków. – Dlatego promocja dotyczy tylko polskich turystów. To wyjątek, bo do tej pory promocje ośrodków obejmowały wszystkich turystów jednakowo – dodaje Bosnovic.
Marcin Kędracki, prezes Gliwickiej Agencji Turystycznej, skupiającej ośrodki narciarskie w Szczyrku i Korbielowie w Beskidzie Śląskim, nie dziwi się akcji Słowaków: – Patrząc na to, co się tam dzieje, to katastrofa. Na Słowacji są o tej porze roku pustki. To niebywałe. Weźmy choćby pierwszą stację górską za Korbielowem, Oravską Polhorę. Kiedyś stało tam na parkingu kilkadziesiąt samochodów. Ostatnio przejeżdżałem i naliczyłem... trzy auta z polskimi rejestracjami – informuje. – Myśmy też po feriach obniżyli ceny o 30 proc., więc nie wiem, czy Słowacy są w stanie nam zagrozić.
Słowacka oferta dotyczy m.in. ośrodków narciarskich w Tatrzańskiej Łomnicy i Jasnej. W Zakopanem, Cieszynie, Żywcu można spotkać już przedstawicieli słowackiej branży turystycznej rozdających kupony rabatowe. Wysoki kurs euro działa oczywiście w dwie strony. Słowacy teraz chętnie wybierają się w Beskidy nie tylko na narty, lecz przede wszystkim na zakupy. Do Żywca, Cieszyna, Bielska-Białej, Zakopanego ciągną sznury aut zza południowej granicy.
Nikt jednak nie ma wątpliwości, że jeśli ośrodki i trasy narciarskie po polskiej stronie nie zostaną zmodernizowane, przy mocnej złotówce turyści znów wybiorą Słowację Jan Bosnovic: – Mamy nadzieję, że Polska jak najszybciej wejdzie do strefy euro, sytuacja szybko się ustabilizuje i wszystko wróci do normy. A Polacy znów chętniej będą przyjeżdżać na Słowację.
|
Nasze podroze...
|
Ostrzegałem Was przed wioską cygańską do której trafiłem na Słowacji (pisałem o tym w innym temacie). Przypomniała mi się nazwa Keżmarok...12km od Popradu na Słowacji. Nie było to centrum miasta, ale peryferia-zrobiłem sobie skrócik drogowy i dobrze, że żywy wyjechałem z owej "osady". Makabra! Czegoś takiego nigdy nie widziałem...Cyganów mnóstwo, bardzo niebezpiecznie...Wszyscy na drodze! Znalazłem także info n/t temat w sieci. Pozwolicie, że wrzucę to tutaj...;) ""Slumsy cygańskie "atrakcją turystyczną" na Słowacji"" """""Polskie biura podróży w miastach leżących przy granicy ze Słowacją oferują nową "atrakcję turystyczną": oglądanie osady zamieszkanej przez słowackich Romów - informuje czwartkowe wydanie dziennika "Sme". Polskie firmy turystyczne, oferujące kilkugodzinne zwiedzanie słowackiej części Tatr i Spisza, jako szczególną atrakcję wymieniają obejrzenie "typowej osady zamieszkanej przez Romów" - donosi gazeta. Oficjalnie w ofercie jest zwiedzanie Popradu - słowackiej stolicy Tatr - oraz Zamku Spiskiego. Ale w kilku biurach zapewniono nas, że zobaczymy też cygańskie slumsy - dowiedzieli się w Zakopanem udający angielskich turystów reporterzy "Sme". Autobus jedzie koło Zamku Spiskiego, a po drugiej stronie drogi jest romska osada. Nie zatrzymujemy się, ale zwalniamy, aby turyści mogli zrobić zdjęcia. Nie zatrzymujemy się, aby uniknąć próśb o pieniądze, żywność czy cukierki dla dzieci - powiedział słowackim dziennikarzom proszący o anonimowość pracownik biura podróży z Zakopanego. Te wyjazdy cieszą się dużym zainteresowaniem przebywających w Zakopanem zagranicznych turystów, zwłaszcza Anglików - dodał. W liczącej 5,4 mln ludności Słowacji mieszka - według oficjalnych danych - niespełna 100 tys. Romów, jednak według analiz rządowych, jest ich ok. 400 tysięcy. Wielu mieszka w nielegalnych osiedlach zbudowanych z drewna i gliny, często pozbawionych nie tylko gazu i prądu, ale także wody i kanalizacji. Zdecydowana większość mieszkańców takich osad jest bezrobotna, a źródłem utrzymania wielodzietnych rodzin są zasiłki z opieki społecznej i drobne kradzieże....""""" Jak widzicie nie wesoło! W Keżmaroku 50% mieszkańców to romowie/cyganie, którzy sa bardzo zadziorni i co krok chcą od turystów pieniądze. Był też przypadek, ze turysta z Polski zabładził ze szlaku (tak jak i ja-tyle, ze ja samochodem jechałem, a on szedł pieszo) i trafił przypadkiem do owej wioski. Trafił na 5 cyganów, którzy w zamian za 20SK (niby nie wiele) proponowali mu pokazać drogę powrotną na szlak. Odmówił i powiedział, że nie ma...No i się zaczęło! Z lasu wybiegło 30 romów i kamieniami wielkości głowy zaczęli rzucać w turystę...Tragedia! Na szczęście udało mu się uciec! Jak widac nie wesoło...Jak nie musicie to nie jedźcie w tą okolicę, bo szkoda nerwów. Ja naprawde byłem przerażony wjeżdżając do tej wioski...Baraki, setki "czarnych" ludzi, chodzących po jezdni z kijami...Nie daj Boze stanąć i zagadać, albo potrącic jakieś dziecko...Czegos takiego nigdy nie widziałem. Było to wiosną 2005 roku...Opiszę po krótce który to odcinek drogi... Przekroczyłem granicę w Jurgowie na Podhalu i zamierzałem jechać do Keżmaroku, a dalej do Popradu i zwiedzić tamtejsze słowackie kurorty. Droga przez Zdiar i ok. 10km za Zdiar-em odbicie (skrót) w prawo...Mijamy miasteczko Spiska Bela...I lepiej tego nie róbcie a jeździe do końca-do Spiskiej Beli a stąd na pd-znaczy w prawo na Keżmarok, Poprad. Moze sie zaoszczędzi 2-3 km, a ile nerwów...targedia! Zywego ducha na całym odcinku 10 km nie widziałem, żadnych samochodów tylko obozy, slamsy i cyganie! Makabra! Ostrzegam Was przed tym miejscem!...
|
dzicy przewodnicy & Co
|
Witam,
Może najpiew poza tematem - chciałbym kiedyś poznać osobiście Dzika.
Dziku, Twoje "akty strzeliste" mi imponują, zwłaszcza od czasu jak niejakiemu Robetrhowi na innym, choć zbliżonym tematycznie forum, naubluiżałeś (jak w każdym razie tak traktuję hasło "wypozdro z tego forum" , a bardzo merytoryczne pytania w sprawie "Śmigła dla Tatr" zadał ci jeden z kilku podziwianych przez fanów TOPRu pilotów śmigłowcowych, gość, który ładnych parę osób wyciągnął z dużej biedy w warunkach skrajnie trudnych do latania (poszukaj choćby w "Wołaniu w górach") i o śmigłowcach oraz ratownictwie z powietrza ma większe pojęcie niż wszyscy bywalcy tego forum razem wzięci. Ja miałem ubaw, bo wydaje mi się, że wtedy nie wiedziałeś, z kim wymieniasz poglądy. Robertowi mogło się zrobić po prostu przykro.
Do tematu.
Dokładnie taka sytuacja zdarzyła mi się wczoraj, no, para, która trafiła do mnie była trochę młodsza niż 30.
Faktem jest, że na przewodników przypada w Zakopanem 15 biur turystycznych, a informacja o usługach przewodnickich jest fatalna.
Kiedyś znane "miejsce wyczekiwania" to był Dworzec Tatrzański i Dom Turysty, a wcześniejsza rezerwacja tylko w PTTK-u. Dziś "domu przewodnickiego" nie ma, a wielka szkolda.
Za to w samym Zakopanem możnaby powołać "koło prezesów kół przewodnickich". Dopiero byłoby tytułów i pieczątek oraz zebrań.
Takie rozproszenie jest złe, w sezonie przewodnicy dzwonią jeden do drugiego, żeby sprzedać grupę, a zdarza się, że jeden ma cały tydzień zawalony a drugi od dwóch tygodni nic.
I to jest złe, tak samo, jak to, że nie moge w Zakopanem wykupić biletu całodziennego/tygodniowego na busiki, parkingi itp.
Każdy sobie rzepkę skrobie - nie ma w Polsce sensownej współpracy, każdy ciągnie w swoją stronę.
Nie trzeba jechać daleko, żeby zobaczyć, że można inaczej - na Słowacji są różne punkty informacyjne, a także karczmy i kluby horskich vodcov, można się tam dowiadzieć wszystkiego o usługach przewodnickich. Z jednym czytelnym logo w całych Wysokich Tatrach.
W niektórych schroniskach po polskiej stronie są prywatne ogłoszenia, ale to nie to samo.
W Alpach w wielu miejscowościach widziałem witryny, plakaty ze zdjeciami przewodników (często w jednakowych strojach), informacją o kwalifikacjach/uprawnieniach i górskich osiągnięciach oraz ofertę przewodnicką i cennik.
Na stronie Zakopanego, TPN-u takiej informacji nie ma, na stronie TOPR jest odniesienie jedynie do PSPW.
Nie mówię, że powinna być za darmo, bo to w końcu reklama, ale powinna być łatwo dostępna, ale np. na takich stronach jak TPN, TOPR, Zakopane mogłby być wykaz przewodników z aktualnymi uprawnieniami, z podziałem na klasy i wyjaśnieniem, co każda klasa oznacza. plus kontakt.
Odpowiadając na Twoje pytanie - jak z taksówkami w Warszawie, można się naciąć, choc od dawna tylko straszni naiwniacy wsiadają do niekorporacyjnych taksówek pod dworcem.
Nie ma również informacji o tym, jakie wycieczki należą do łatwych, a które przedsięwzięcia są poważne.
Czasem w jednym rządku wymienia się Gubałówkę - Kasprowy - Giewont - Granaty - Morskie Oko - Rysy jako równoważne propozycje wycieczkowe. Taki tydzień w Tatrach (bo jak sądzi większość, Gubałówka jest oczywiście w Tatrach).
Niedawno jeden pracownik biura orbisu w ... Zakopanem mówił do potencjalnej klientki " bo Orla Perć to taki fajny szczyt".
Ja na swojej stronce mam zakładkę "przewodnicy" - gdzie (absolutnie bez profitów) umieszczone są zdjęcia i namiary do kolegów przewodników, których znam, lubię i mogę polecić.
Nie wiem, czy ktoś coś takiego jeszcze zrobił. Owszem , Piotrek Gruszka napracował sie nad stroną Koła Przewodników Tatrzańskich im. Klimka Bachledy - tam są namiary do wszystkich koleżanek i kolegów z koła.
Pozdrawiam,
Kajetan
|
Nielegalny handel na Krupówkach
|
Zakopane walczy z nielegalnym handlem źródło: Gazeta Krakowska - 2008/08/16
Na Krupówkach zero tolerancji dla dzikich handlarzy. Władze miasta zapowiadają kary dla niepokornych.
„To klientom powinno się dać wybór, jak ma wyglądać handel na Krupówkach”
Władze Zakopanego postawiły nielegalnym handlarzom z Krupówek ultimatum – albo wyniosą się z deptaka, albo spadną na nich wysokie mandaty i grzywny. Termin minął wczoraj, 15 sierpnia. Co będzie dalej z dzikim handlem, nie wiadomo. Sami straganiarze mówią, że ostatnio straszono ich codziennymi wezwaniami na policję i przesłuchaniami oraz konfiskatą sprzedawanego towaru. Władze Zakopanego nie chcą jednak zdradzać, jakie sankcje spadną na opornych. Po Krupówkach krąży natomiast przykład góralki, która za nielegalną sprzedaż miała iść za kratki. Jednak kobieta w ostatniej chwili zapłaciła grzywnę i nie poszła do więzienia. Na razie specjalne ostrzegawcze pismo zostało skierowane do 10 osób, które na deptaku bez zezwolenia sprzedają oscypki.
– Proponowałem im, że mogą legalnie stać na innych ulicach w Zakopanem – przypomina Wojciech Solik, wiceburmistrz miasta. Wymienia np. ul. Piłsudskiego. Ofertę złożono kilka tygodni temu i nic. – Dlatego na piśmie przypomniałem, że nielegalny handel ma zniknąć z Krupówek – ostrzega Solik. Nie kryje, że jest przyczyna ostrych rozwiązań, które miasto chce teraz wprowadzić. – Bo przychodzą do nas ci, którzy wygrali oficjalny przetarg na stoiska z oscypkami, i żądają usunięcia nielegalnej konkurencji. Musimy zareagować – mówi Solik.
Co, jeśli dalej ktoś będzie stał na Krupówkach? Władze miasta uchylają się od jednoznacznej odpowiedzi, co grozi łamiącym prawo. Mówi się o kolejnych mandatach nakładanych przez straż miejską i wnioskach o ukaranie przez sąd grodzki, ale sami handlarze obawiają się, że może być jeszcze gorzej.
– Chodziły tu patrole policji i straży – mówi nam jeden z handlarzy. – I zapowiadali, że będą nas nękać, aż znikniemy. Obiecano nam, że codziennie będziemy wzywani na długie przesłuchania, więc nikt nie będzie miał czasu na handel na Krupówkach. Nie znamy ani dnia, ani godziny – żalą się. Sprzedających oscypki dodatkowo ma zacząć kontrolować urząd skarbowy.
A co na to zwyczajni turyści, którzy przyjechali do miasta?
– Jesteśmy przerażeni tym, co dzieje się na Krupówkach – mówi Grzegorz Korzeniowski, turysta ze Starachowic. Dodaje, że widok deptaku bardziej przypomina mu warszawski stadion X-lecia, niż reprezentacyjne miejsce w centrum górskiego kurortu.
– O ile pamiętam, to w Sopocie na tzw. Monciaku takich rzeczy nie ma, a tutaj z jakichś szkaradnych stoisk skleconych z desek sprzedaje się chińskie majtki i biustonosze i kosmetyki za sześć złotych. Chwała burmistrzowi, jeśli wziął się tu za porządki – mówi turysta. – Zero tolerancji dla dzikich handlarzy to dobre rozwiązanie – uważa także Bernadetta Czaja z Wąchocka.
– To coś okropnego! Wszędzie tłumy turystów i ciężko jest przejść, a na dodatek połowa ulicy zastawiona łóżkami polowymi i dziwnym towarem. Sznurówki, cudowne kremy za grosze i inne szkaradztwa. Jeśli ktoś chce się z tym rozprawić, to bardzo dobrze! Jestem za i podpisuję się pod taką akcją obiema rękami – mówi wprost.
Podkreśla, że nie ma nic przeciwko mimom, grajkom i artystom malującym portrety, ale handlarze niech trafią na bazar. –To przecież zgroza. Na dodatek, jak szłam z dziećmi, to doskoczyła do nas Romka ze złotymi zębami i szarpiąc za ubranie zmuszała do kupna podróbek perfum. Takich sytuacji nie można tolerować w Zakopanem! – apeluje.
Innego zdania jest Maciej Żukowski, turysta z Gdańska, który uważa, że każdy chce coś zarobić i to klientom powinno się zostawić wybór, czy są zainteresowani świecidełkami z tandetnych straganów.
– Jeśli ktoś jedzie na urlop np. do Tunezji, to tam takie ulice są na porządku dziennym, a Arabowie ciągną za ręce, aby coś u nich kupić – zauważa. Dlatego przewiduje, że próba likwidacji nielegalnego handlu to walka z wiatrakami.
W ostatnim dniu wolności na najsłynniejszym deptaku w Polsce biznes kwitł w pełni. Ładna pogoda przyciągnęła na Krupówki prawdziwe tłumy. Istny raj przeżywali sprzedawcy zabawek, wisiorków i tatuaży z henny. Nikt nie myślał o zamknięciu interesu, bo długi, sierpniowy weekend to był najlepszy czas godziwych zysków.
|
Pępek świata leży na... Krupówkach!
|
Mniej turystów pod Tatrami PAP, 02.03.2009 | 10:34 Mniej turystów wypoczywało pod Tatrami w czasie mijających ferii zimowych niż w analogicznym okresie ubiegłego roku - twierdzą jednogłośnie właściciele pensjonatów, restauratorzy i handlarze z Zakopanego.
Zdecydowanie więcej turystów przyjechało w czasie dwóch ostatnich tygodni zimowego wypoczynku. "Wpływ na to miała na pewno dobra pogoda" - powiedział w sobotę PAP prezes Tatrzańskiej Izby Gospodarczej, Andrzej Kawecki.
Według niego na ogólnie niską frekwencję turystów wpływ miał zły rozkład ferii dla poszczególnych województw. Wyjaśnił, że dwa tygodnie po przerwie świątecznej zaczęły się w województwie mazowieckim ferie dla szkół. W związku z tym, jak powiedział, wielu turystów np. z Mazowieckiego wybrało się w góry tylko na ferie świąteczno-noworoczne, albo tylko na ferie zimowe.
Na brak klientów narzekają też właściciele straganów na Krupówkach.
"W tym sezonie obniżyliśmy ceny oscypków, a i tak chętnych jest mniej" - powiedziała PAP handlująca na Krupówkach góralka.
Zdecydowanie mniej gości, w porównaniu z ubiegłorocznymi feriami, mieli restauratorzy z Zakopanego. "Klienci nie wydali tyle pieniędzy, ile w latach ubiegłych. Dużo ludzi chodzi po deptaku, ale mało decyduje się na posiłek w restauracji" - twierdzi właściciel restauracji w Zakopanem.
Większym zainteresowaniem wśród turystów w tym sezonie cieszyły się okoliczne miejscowości, takie jak Białka Tatrzańska, Bukowina czy Witów. "Turyści wybierali oferty blisko stoków narciarskich i innych atrakcji, jak choćby nowo powstałe baseny termalne w Bukowinie Tatrzańskiej" - twierdzi właścicielka biura turystycznego z Zakopanego.
Sporym zainteresowaniem cieszyło się w Zakopanem sztucznie mrożone lodowisko, z którego w przeciągu miesiąca skorzystało 25 tys. osób. "Jesteśmy z tego bardzo zadowoleni i na w przyszłym roku też planujemy postawienie podobne lodowisko jako alternatywa dla gór" - powiedział PAP, Kawecki.
Niedziela to ostatni dzień ferii zimowych dla uczniów z województw: kujawsko-pomorskiego, lubuskiego, małopolskiego, świętokrzyskiego i wielkopolskiego, którzy 2-tygodniową przerwę w nauce mieli jako ostatni. | | ...powiedział w sobotę PAP prezes Tatrzańskiej Izby Gospodarczej, Andrzej Kawecki. Według niego na ogólnie niską frekwencję turystów wpływ miał zły rozkład ferii dla poszczególnych województw. |
Zatem, cały kraj miałby się dostosować do potrzeb zakopiańskich "biznesmenów"? A w poprzednich latach nie było takiego problemu? A może to akurat taki, a nie inny układ pogodnych i śnieżnych dni jest "winien"? Coś mi się widzi, że i do Niebios mają teraz w Zakopanem zastrzeżenia... Ciekawe, co też w tej sprawie będą postulowali...?
|
Pinkwartoptikon, czyli felietony Macieja Pinkwarta
|
Deszczowy lipiec
Akurat pioruny waliły we wzgórza reglowe i ulic Kościeliską płynęła rzeka, kiedy Teresa Jabłońska, dyrektorka Muzeum Tatrzańskiego, walcząc z zamokłym nagłośnieniem, uroczyście otwierała nową filię zakopiańskiej placówki, prezentującej zbiory etnograficzne z Podhala. W otwarciu brał udział autentyczny biskup, skądinąd stryjeczny wnuk wielkiego badacza folkloru i prekursora muzeum – Bronisława Dembowskiego, i może dlatego nagłośnienie tuż przed tym, zanim zabrał głos, zaczęło działać, a do licznie zebranych uczestników wernisażu dotarło autentyczne wino, choć wokół wody było coraz więcej.
I właśnie wtedy uświadomiłem sobie, że niebawem, na Placu Niepodległości w centrum Zakopanego odbędzie się otwarcie kolejnej wielkiej atrakcji – letniego kina plenerowego. Na pomysł ten wpadli zapewne burmistrzowie stolicy Tatr i Sopotu, kiedy wspólnie jechali w pociągu, łączącym obie nasze sezonowe stolice, jako że kino to ma działać łącznie: w Zakopanem, Sopocie i w pociągu.
W odniesieniu do Zakopanego uważam to za znakomity pomysł: tłumy miłośników kina od lat tworzą nieprzebrane kolejki przed istniejącymi już salami kinowymi, a ścisk, jaki niekiedy tworzy tam 20-30 zgromadzonych widzów powoduje utratę wiary w zbawcze skutki działania zakopiańskiego klimatu. Tymczasem od czasów Tytusa Chałubińskiego wiadomo, że wspaniały klimat stolicy Tatr najlepiej działa na świeżym powietrzu, więc werandowanie przy ekranie może być hasłem roku. Kojący szum deszczu, bijącego o parasole widzów, otulonych w puchowe śpiwory, w połączeniu z pięknymi postaciami aktorów, migocących w świetle błyskawic na pneumatycznych ekranach w kształcie płaskich balonów może leczyć stargane nerwy, tak jak przewidywał to warszawski doktor w czasach, gdy do Zakopanego przyjeżdżano leczyć nerwice, a nie nabawiać się ich. Należy tylko staranniej niż dotąd zaplanować repertuar i nasycić go treściami górskimi oraz, ewentualnie, morskimi. Poza klasyką zakopiańską, taką jak „Biały ślad”, „Tajemnica panny Brix”, „Sportowiec mimo woli”, „Dzień wielkiej przygody”, „Zuzanna i chłopcy” czy „Janosik”, warto sięgnąć po „Siedem dni w Tybecie”, „Pocztówki znad krawędzi” czy choćby „Operę za trzy grosze”, która przyda się w Zakopanem nie tylko jako ilustracja środków, łożonych na kulturę, ale także w związku z osobą głównego bohatera. Nie znacie? A, to szkoda.
W związku z sopockim kontekstem warto uzupełnić ofertę o „Syreny”, „Casino Royal” i „Gdzie jest Nemo”. W obydwu kontekstach zaś sprawdzi się tytuł „Deszczowy lipiec”…
Jak na razie, w repertuarze są nowości filmowe, czyli to co wszędzie, a jedyną różnicą jest to, że nie trzeba płacić za bilet i zagwarantowane ma się wielkie przeżycia estetyczne, reumatyzm (Zakopane), komary (Sopot) i szybką akcję (pociąg). Jest to z pewnością godny odnotowania kolejny krok w kierunku likwidacji odrębności kulturowej Zakopanego i oferowania turystom tego, co i tak mają u siebie w domu. Bo nam, zgodnie z nieśmiertelnym prawem inżyniera Mamonia, podoba się to, co już znamy. Niewątpliwie krok w dobrym kierunku, a kinowe nadmuchiwane balony ekranowe przyciągną pod Giewont kolejne rzesze turystów, lubiących kontakt z wielką kulturą.
Maciej Pinkwart
|
Zawoja XXI wieku
|
odbiegając od narzekań i krytyki -w Zawoi oprócz rzeczy podstawowych o któych wspomniał mój poprzednik czyli sprzątanie, żarówki, etc....potrzebujemy zasitnieć medialnie....najlepiej w pozytywnym tego słowa znaczeniu.....obecnie zbiega sie to do tego że reklamuje nas przede wszystkim Juzyna na imprezach folklorystycznych....i jak może to spełnia rolę żywej reklamy tylko po konfrontaacji widza z rzeczywistością w Zawoi następuje wstrząs......nie ma nas na targach, imprezach turystycznych, nie istnieje w zaden sposob coś co nazywamy promocją - ludzie po iluż to naszych postach , doprowadzono do tego że w tym roku ma być wstęp wolny na Jesień Babiogórską - 100 , 200 ile lat musieliśmy na to czekac, a gdyby stało się to już 10 lat temu impreza ta miałaby szanse konkurować z im prezami w Zakopanem itd...... Zawoja ma wiele atutów - eko teren, góry , lasy, tereny do wspaniałych wędrówek pieszych i rowerowych....ale kto o tym wie? albo od kogo się ma dowiedzieć....? pisze się o bankructwie tego czy tamtego - są to moze za duze słowa - ktoś chciał , spróbował ..nie wyszło tak jak zaplanowano , trudno ..ale przynajmniej chciał .....ziemia w Zawoi rośnie w cenę jak szalona ( sa oferty sprzedaży po 12000 zł za AR - kosmos nie? pytanie brzmi jednak czemu tak się dzieje - ano temu że sa optymiści którzy widza w Zawoi szanse na inwestycje , na ruch w interesie- i tu należy się zdecydować czy chcemy promowac naszą wieś jako dziewiczy , czysty ekol teren , pelen urokliwych miejsc dających nielziczone możliwosci spędzenia czasu , czy tez jako kurort a la Wisła , Brenna pełen rozrywek, deptaków, innych komercyjnych atrakcji..a jako dodatek do tego polozenie i atuty miejscowosci wybór należy wyłącznie do nas moje zdanie jest takie - jezeli w ciagu najblizszego czsu nic się w Zawoi nei zmieni pod wzgledem promoji i mediów ( pomijam rzeczy bieżące typu sprzątanie, oznaczenia etc) to zaczniemy kolejny okres w dziejach Zawoi - regres - obserwując w praktyce rynek turystyczny moge otwrcie powiedzieć ( i zgodzą sie ze mna inni ) ze na przelomie lat 92-00 Zawoja tętniła życiem, ostatnie kilka lat to stagnacja ze wskazaniem na regres.....a teraz czas na następny etap .....jak pisałem wyżej leży to w naszych rękach a jak się spiszemy pokaże zima....jeżeli damy ciała to mamy pozamiatane na najblizsze lata.......poza ludzmi ktorzy maja tu domki etc nikt tu nie zagladnie bo i po co? ja widzę zawoje jako miejsce które nazwałbym "turystycznym rezerwatem"- dziewicze tereny , szlaki, deptaki , przyroda , w połączeniu ze zróżnicowaną baza noclegową cenowo dostępna dla każdego popartą atrakcjami komercyjnymi typu karczmy ,wyciągi, etc - a nie odwrotnie -nie róbmy na siłe z naszej wioski mini Zakopanego zawalonego komercją- musimy promować to co mamy a nei to co chcielibyśmy miec....czasu nie zostalo wiele więc działac należałoby od zaraz pozdro salwator and 4all
|
Narciarze poszusują na słowackie stoki
|
S?owacy wydadz? 50 mln euro na wyci?gi. Pod Tatrami tylko si? k?óc? i zamykaj? trasy.
W samym sercu Wysokich Tatr, w Strbskim Plesie, na wysoko?ci 2000 metrów nad poziomem morza, powstaje 2-kilometrowa trasa. Jej przepustowo?? ma wynie??... 9 tys. osób/ godz. Tymczasem najwi?kszy wyci?g na Podhalu – Kotelnica w Bia?ce Tatrza?skiej – obs?uguje w godzin? 2400 narciarzy.
Waldemar Soba?ski, w?a?ciciel spó?ki Dorado, do której nale?? wyci?gi na Polanie Szymoszkowej w Zakopanem – jedne z najpopularniejszych w polskich Tatrach – nie ma w?tpliwo?ci, ?e Podhale nie ma co konkurowa? z tak? ofert?.
– W Strbskim Plesie powstanie poza tym 6- gwiazdkowy hotel, ju? s? robione odwierty, które zostan? wykorzystane do budowy basenów geotermalnych – wylicza Soba?ski.
To w?a?nie tam swoje dolary inwestuje by?a ?ona ameryka?skiego multimiliardera Donalda Trumpa. To jednak nie koniec narciarskich inwestycji na S?owacji, które obliczone s? g?ównie na polskiego turyst?. Na Orawie, 20 km od granicy polsko- s?owackiej, narciarze b?d? mogli szusowa? w dwóch nowych o?rodkach. W Orawicach- Vitanovej powstaje nowy kompleks Ski Vitanova z czterema trasami o d?ugo?ci 5,5 km. 40 kilometrów od przej?cia granicznego w Chy?nem buduje si? Skipark Racibor-Oravsky Podzamok. Pot??ne inwestycje rozpocz?to te? w ?rodkowej S?owacji, m.in. w Parku Narodowym Ma?a Fatra, w Ba?skiej Szczawnicy.
– To pierwszy etap gigantycznych inwestycji w infrastruktur? turystyczn?, które w najbli?szych latach planuje si? w S?owacji – twierdzi Jan Bosnovic, dyrektor Narodowego Centrum Turystyki S?owackiej w Polsce.
A tymczasem w Zakopanem... Guba?ówka – zamkni?ta, Butorowy Wierch – zamkni?ty. Nie wiadomo, kiedy uda si? wyremontowa? wyci?g w Goryczkowej. Na szcz??cie dosz?o do porozumienia z w?a?cicielami gruntów i narciarze b?d? mogli je?dzi? po Szymoszkowej. Sytuacj? po polskiej stronie Tatr ratuje Bia?ka, Bukowina, Jurgów i Czarna Góra, jednak – jak podkre?laj? eksperci – to nie wystarczy, ?eby zatrzyma? u nas turystów. – To, co u nas jest, to ?aden standard europejski! Do tego nam bardzo daleko – podsumowuje szef Dorado. – Dla naszych w?adz w Polsce interes ekonomiczny si? nie liczy. Za to, jak z przek?sem zauwa?aj? w?a?ciciele wyci?gów, bardziej liczy si? kozica i nied?wied?. Nasi po?udniowi s?siedzi wydzielili z chronionych obszarów Natura 2000 grunty, gdzie teraz mog? inwestowa?.
Janusz Majcher, burmistrz Zakopanego, przypomina, ?e w?adze Polski postanowi?y obj?? Natur? ca?e Tatry, cho? S?owacy ostrzegali, ?e to zahamuje rozwój regionu. – Teraz oni buduj? wyci?gi nawet na po?udniowych stokach, pod Gerlachem. My mamy w Tatrach dwa wyci?gi, a inwestor przez wiele lat walczy?, by kolejka na Kasprowy mog?a przewozi?... 360 osób na godzin? – podsumowuje Majcher.
Halina Kraczy?ska ?ród?o:www.narty.z-ne.pl
|
Północna ściana Gubałówki
|
Spółka z Witowa rąbie, czy też rąbała lasy HURTOWO i to o ZGROZO (pilnujcie mi tych lasów, gór - tak im powiedział JPII) wokół tzw "szlaku-drogi papieskiej", gdyby to widział nasz Wielki Miłośnik Tatr kilka lat później, (ja widziałem na początku lat 90-tych największe SZKODY) to nie byłby zachwycony, teraz zapewne posadzono (raczej są samosiewki znając oszczędność górali) tam już młodniki - dawno tam nie byłem - mowa o górnej-wyżnej części Doliny Chochołowskiej mniej więc szlak na Trzydniowiański i Starobociański Wierch. Było widać golizny na zboczach, utwardzone drogi pod super ciężki leśny sprzęt, ogólny ARMADEDON wyrębowy.
To nie była, czy też nie jest zwykła selekcja sanitarna, czy przebudowa drzewostanu - pokazała się erozja na zboczu, woda wypłukała ziemię, bardzo przecież cienką warstwę. Moim zdaniem przy takim podejściu do "ochrany" to należy wiele zmienić w Tatrach, w górach ogólnie, na terenach chronionych choćby Natura2000, różnych innych formach. Nie mówię że TPN jest idealny, ale pazerność górali na dutki jest LEGENDARNA co widać po cenie noclegów, żarcia, picia, parkingów, dojazdów do dolin. Legenda Zakopanego i Tatr Polskich przygaśnie w dobie UE, ogólnego rozwoju polskiej agroturystyki, rekreacji, nowych także ośrodków narciarskich heheehe, nie każdy lubi gwar, tłok, drożyzne i skiczowanie tandetne folkloru góralskiego, rzemiosła, sztuki, wyrobów-serów w substytuty dla ceprów-osłów, którzy WSZYSTKO kupią w swojej masie. Otóż ja chcę oscypka owczego, a nie krowiego z dodatkiem owczej "esencji", barwienia zamiast wędzenia, robią sobie górale z nas JAJA. Nie ufam góralom w kwestii serów, tak samo jak nie ufam KOR-nikom w większości.
Sprawie wyrębów w Dolinie Chochołowskiej i w całym TNP, otulinie warto się bliżej przyjrzeć. Nawet wyłomy po halnych nie powinny być usuwane w rezerwatach ścisłych. Tu zawsze będzie kłótnia ekologów, leśników, przyrodników różnych "szkół". Jednak każdy przyzna że w dawnych borach, puszczach nie było leśników. Las należał tylko do przyrody. Trzeba selektywnie rąbać świerki i podsadzać inne gatunki drzew, krzewy żeby ptaki zżerające szkodniki miały gdzie żyć. Tyle że korniki czy inne paskudztwo miały 1000 lat temu więcej miejsca, tudzież zwierzaki które je pożerają. Trudno w tak małych górach zbudować zamknięte EKOSYSTEMY rezerwatowe bez żadnej ingerencji ludzi. Na tym od 100 ponad lat łamią sobie głowy naukowcy.
O podłodze w Morskim Oku wspomniałem, bo to może być ciekawostka dla wielu takich okazyjnych górskich turystów nocujących zwykle w Zakopanem. 30zł conajmniej za podłogę, być może KAMIENNĄ, bo taka jest także w starych schronisku. Ta cena to w wielu miejscach Małopolski dwa dni w przyzwoitych warunkach Ba, są schroniska w Beskidzie Niskim, Bieszczadach gdzie można zanocować za drobne prace na rzecz schroniska np rąbanie drew. Mowa o chatkach studenckich. Myślę że postawienie dużej flaszy okowity przy ognisku też może być mile widziane, choć różne są REGULAMINY. Bywa że jest PROHIBICJA.
Schronisko w Małej Łące? Pod Giewontem? Może Strążyska, jakaś miejsce przy Ścieżce nad Reglami inne? Wiele miejsc byłoby fajnych na małe schronisko. Jestem raczej za innymi pomysłami. Małe schroniska poza TNP na granicy lasu, byle nie przy szosie... miejsca muszą być spokojne w miarę. Byłoby to lepsze ekologicznie, dojazd do szamba, ścieków, śmieci itd Przyroda nie ucierpi, ale chciałbym właśnie małych schronisk studenckich na wzór tych z Beskidu Niskiego, albo karczmy biesiadnej, takiego zbójnickiego schroniska dla młodych muzycka leci, kominek i nocleg gdzieś na strychu czy w piwnicy. Tylko ceny. Brakuje ofert TANICH. Nie każdy jest zasobny w kasę.
Na Rysy śmigać z Murowańca to ZBOCZENIE, podobnie jak z Zakopanego, naprawdę podziwiam ludzi dokonujących tego. Nocuję nawet na tej podłodze (trzeba ją REZERWOWAĆ hehhee poważnie) i idę sobie rano bez tłumów... to jest to! Warto nawet przepłacić i kupić jeden nocleg z widokiem na Morski Oko, balkonik - nocowałem ze dwa razy. Fajnie. Rano piękne widoki. To jest warte ceny - ten widok na KATEDRE. Byłem ze trzy razy na Rysach. Nie jest trudno, byle nie było śniegu, lodu. Na suchej skale można iść w każdym obuwiu. Żelastwo daje poczucie bezpieczeństwa, zawsze można się chwycić, ubezpieczyć. Spoko.
Zimą chyba się nie odważę nigdy wejść na Rysy, ale nie mówię tego ze 100% pewnością. Niekiedy są bezpieczne warunki, dość twarda ale nie zlodowaciała fajna pokrywa śniegu po którym w rakach chodzi się jak po drabinie, a nie jest ślisko. Plus kijki i luz. Musi być dobra forma fizyczna, obycie ze schodzeniem 40% i bardziej stromym żlebem, bo nie sztuka wejść, sztuka ZEJŚĆ bezpiecznie. Mały czekan w rezerwie w razie poślizgu... Bez raków chodziłem też i żyję... ufff. Pamiętam jednak mrożące krew przygody, może kiedyś coś opowiem... w górach ważny jest sprzęt i jeszcze bardziej doświadczenie, przyjaciele do pomocy jakby co...
|
Aktywna turystyka przyjezdna (kraje Beneluxu) â szukam wsp.
|
Aktywna turystyka przyjezdna (kraje Beneluxu) â szukam osob lub organizacji turystycznych w celu wspolpracy przy rozwinieciu przedstawionego tematu.
Witam,
Dobranie najwlasciwszej pod kazdym wzgledem oferty turystycznej dla konkretnych klientow i jej dalsza rzetelna realizacje wedlug umowy jest kluczem do sukcesu dla kazdego dzialajacego na rynku turystycznym. Nic nowego. Wyroznic mozna sie jednak kreatywnoscia, pomyslowoscia oraz umiejetnosciami dotarcia do nowych grup odbiorczych oraz zainteresowania ich swoja oferta. W moim przekonaniu pole do dzialania na tym terenie oferuje âźaktywna turystyka przyjezdnaâ.
Podzczas swojego 22-letniego pobytu w Holandii, gdzie zawodowo bylem aktywny w kilku branzach na roznych szczeblach, najwiecej przyjemnosci i samospelnienia dawaly mi projekty organizacji wakacji letnich i zimowych w Polsce dla przyjaciol i znajomych z pracy. Szukajac alternatywnych mozliwosci spedzenia udanego urlopu w Europie poza standardowymi, dla nich przereklamowanymi i zarazem drogimi krajami Europy Zachodniej, majac pelne zaufanie co do mojej kratywnosci i zdolnosci organizacyjnych, to zadanie znajomi powierzyli wlasnie mi. Zdecydowalem sie na Krakow i Zakopane ze wzgledu na atrakcyjnosc oraz tanie polaczenia lotnicze Eindhoven-Katowice z dowozem do Krakowa. Podejmujac sie tego nowego jak dla mnie wyzwania, odrazu wiedzialem iz zrobie to inaczej niz oferty biur holenderskich oferujacych juz wakacje w Polsce. Czyli poza organizacja transportu, zakwaterowania, paru biletow wstepu, przechacka po Krakowe czy wypozyczeniem sprzetu ( standard), program skladal sie w zaleznosci od okresu i miejsca miedzy innymi z: limuzyna przez Krakow, balonem nad Krakowem, Krakow by night, przejazdzka czolgiem, nurkowanie, trekking konny, jeeppy, paintball, paragliding , splyw Dunajcem, rafting po slowackiej stronie, kite-surfing, wyjazd na Kasprowy, jaskinie, cieple zrodla, kulig z ogniskiem i napadem zbojnickim, kite-boarding, potancowki w chatach zbojnickich, skutery sniezne, pieczenie barana i.t.d â to wszystko oczywiscie pod okiem organizatora danej atrakcji i stalego rezydenta. Udalo mi sie takze zorganizowac transport busem z domow na lotnisko w Holandii. Zakwaterowanie w Krakowie to Hostele w centrum, w Zakopanym wspaniale 6-8 os. domki goralskie z kominkiem blisko skoczni.
Mialem okazje zorganizowac w sumie 4 turnusy wakacyjne oraz pare weekendow w Krakowie dla grup od 6 do 10 osob. Z powodow prywatnych oraz pracy zawodowej, na tym to poprzestalo. Do dnia dzisiejszego jednak, to co udalo mi sie pokazac odbija sie szerokim echem wsrod znajomych.
Na duza skale entuzjazmu i zadowolenia ze strony Holendrow wplywal bez watpienia aktywny, dla nich niespotykany program i w dodatku kazdego dnia dokladnie wyrezyserowany. Opieka przewodnika oraz bardzo dostepna cena byla dodatkowym atutem. Jestem w 100% przekonany i dalsze rozwiniecie konceptu âźPolska aktywnie dla przyjezdnychâ pozwoli na skuteczne skomercjonalizowanie pomyslu. Poza ofertami w okresach wakacyjnych i feriowych, na ktore posiadam wstepne programy ( nad morzem i w gorach), uwagi warte jest np. organizowanie weekendow w Krakowie. Ostatecznie program dopasowany do danej grupy ( od 6 osob ) w zaleznosci od jej zyczen, Potencjalni klienci w to: praktykujacy weekendowe âźwypadyâ do roznych miast Europy studenci, trendy mlodziez pracujaca, grupy przyjaciol, stowarzyszenia , Polacy za granica, oraz biura ktorym mozna zaoferowac juz swoj gotowy produkt. Tego typu wyrezyserowane wycieczki daja duza przewage nad oferta konkurencji w Holandii pod wzgledem ceny i atrakcyjnosci. Temat i jego potencjal jest bardzo szeroki, mam pomysl na promocje, reklame i mozliwosci stworzenia profesjonalnej strony. Na wszystko pozytywnie wplywa takze slaby kurs zlotego ktory tylko zwieksza atrakcyjnosc Polski pod wzgledem turystyki.
Powrocilem do Polski 4 tygodnie temu. Obecnie pracuje w sektorze transportu miedzynarodowego mimo to chetnie zajme sie powyzszym w pelnym wymiarze. Oferuje swoja 100% motywacje, doswiadczenie, walory personalne, znajomosc rynku holenderskiego, jezykow, liczne kontakty i ogolny koncept na realizacje w praktyce. Szukam strony uzupelniajacej mnie organizacyjnie i zarazem pelnej entuzjazmu. Kwestie mozliwych marzy przy stosunkowo malej inwestycji i bardzo niskiego ryzyka oraz plan konkretnych juz dzialan przedstawie powaznie zainteresowanym. Posiadam mozliwosc pracy z domu jednak jestem otwarty na wszystkie ciekawe propozycje. Dalszych informacji udziele pod numerem 0698214673, swoje C.V. przesle na zyczenie. Ostatecznie osobista rozmowa pozwala na realna ocene mozliwej wspolpracy, jezeli jest szansa na polaczenie sil, chetnie spotkam sie w celu jej omowienia.
Serdecznie pozdrawiam,
Slawek
|
Siedem dni w słowackich Tatrach Wysokich
|
Przeczytałem bardzo uważnie i nie jeden raz. Odpowiadam po porządku zastrzeżeń: 1. Busiki Ja stwierdziłem, że busików na Podtatrzu Słowackim nie ma, Ty twierdzisz, że tak bo kiedyś pod Tatrańską Kotliną busik Cię zabrał. Polski zresztą. No i to wszystko wyjaśnia. Chief - wyobraź sobie, że masz w dwóch linijkach tekstu worda scharakteryzować stan posiadania samochodów osobowych w Polsce. Wymienisz Rolls-royce i Bentleye? Nie, bo jest ich w Polsce minimalna ilość i spotkać taki pojazd z polskim numerem rejestracyjnym na polskiej drodze to prawie jak trafić w totka. Podobnie jest z busikami w Słowacji, może i są, ale w tak minimalnej ilości, że nie jest to poważna oferta dla polskiego turysty, któremu pozostają tylko trzy rodzaje środków komunikacji – autobusy SAD, elektriczka i własne auto. Cały ten „poradnik” jest oparty na założeniu, że to elektriczka jest wiodąca bo ona w wielu przypadkach jest konkurencyjna dla własnego auta a możliwości, które stwarza są w paśmie Tatrz. Łomnica – Szczyrbskie Jezioro identyczne z autem. Lokalizacja parkingów to mniej więcej lokalizacja przystanków. W tym stanie rzeczy informację, że gdzieś tam może być busik uznałem za zbędną a nawet szkodliwą bo po co liczyć na coś czego praktycznie nie ma. Punkt dla mnie.
2. Rozkład jazdy SAD. Ty twierdzisz, że jest czytelny a ja, że nie. Wyznam prawdę, nie wiem – raz go oglądałem z nudów czekając na kogoś. Wydawał mi się nieczytelny. W dodatku na licznych forach wiele wiarygodnych osób pisało to samo. Co szkodzi ostrzec? Proponuje podział punktów, każdy po połówce. 3. Poprad a Zakopane Chyba się zgodzimy, że żadna z dużych osad na linii Tatrzańska Łomnica – Szczyrbskie Jezioro w niczym nie przypomina Zakopanego, szczególnie wielkością a nazwanie ich wspólnym mianem Miasto Vysoke Tatry (bo tak jest) jest kompletnie sztuczne – żaden Słowak poza urzędnikami tak nie powie. Żadna z tych osad, nawet Szczyrbskie Pleso nie ma tego „ludycznego” charakteru co Zakopane. Kawiarni i małych barków tu tyle co kot napłakał a po godzinie 20-ej wygląda jak na cmentarzu. Sieć handlowa też raczej byle jaka. To wszystko w pewnym stopniu jest w Popradzie. Niestety postawienie blokowisk spaskudziło miasto, podobnie jak zresztą w Nowym Targu, choć w tym ostatnim w mniejszym stopniu. Gdzieś tam wspomniałeś, że do Spiskiej Soboty z centrum Popradu daleko. Na pewno bliżej niż na Jaszczurówkę, przy własnym samochodzie bez problemu a i autobusy miejskie chodzą. Może trochę się niezręcznie wyraziłem ale Twoja argumentacja zupełnie nie trafia w cel tego poradnika - to nie przewodnik, to informator. No i chyba się zgodzisz, że z Popradu widok na Tatry jest znakomity, znacznie lepszy niż z którejkolwiek tych trzech osad, podobnie zresztą jak z Nowego Targu w porównaniu z Zakopanem. Proponuje 0.25 pkt. dla Ciebie i 0.75 pkt dla mnie. 4. Ceny biletów na elektriczkę. Dyskutowanie czy coś jest drogie czy tanie nie ma żadnego sensu jak jest jedyne. Z tym się chyba zgodzimy. A czy takie drogie? BasiaZ podrzuciła mi link do rozkładu jazdy i cennika, oficjalna strona tej kolei, więc chyba ceny aktualne. Są cztery strefy cenowe: do 5 km – 10Sk, 0d 6 do 14 – 20Sk, od 15 do 21 – 30Sk i od 22-29 km – 40 Sk. Z rozkładu jazdy wyciągnąłem odległości dla interesujących w tym „poradniku” tras i mi wyszło, że Z Novej Lesnej do Tatr. Lomnicy kosztuje 20Sk, z Novej Lesnej do St. Smokowca – 10 Sk, z Novej Lesnej do Tatr. Polianki – 20 Sk, i z Novej Lesnej do Szczyrbskiego Plesa – 30Sk. Wszystko oczywiście bilety normalne i w jedną stronę. Czy to jest drogo? Porównaj to z cenami busików w Zakopanem. Można oczywiście próbować wyliczać, że samochód pełen ludzi ludzi spali tyle i tyle paliwa, doliczyć koszt parkingu i aby być precyzyjnym to jeszcze zużycie opon, odpis na naprawy itd. i może wyjdzie jakieś śladowe ilości taniej, ale to jest naprawdę dzielenie włosa na czworo. No i jeszcze jedno – wspominasz, że jak o szóstej rano przyjedziesz do Szczyrbskiego to tych chłopaków z obsługi jeszcze nie ma i jest za friko. Daj sobie człowieku pokój z takimi argumentami. Jak mnie glina na drodze przyuważy i uda mi się z 300 złotych mandatu + karne punkty zejść na 150 zł do łapy to ja się takim czymś nie chwalę w internecie. Owszem raz Ci się może to udać i jak przyjedziesz za dwa dni po raz drugi też, tylko się nie zdziw jak będziesz miał przez całe auto taką piękną długą rysę po karoserii. Znam faceta co tak „oszczędzał” – drogo go to kosztowało – blacharz i lakiernik tani nie są. Jak ktokolwiek z czytających poradnik będzie chciał kombinować z parkingami to będzie wiedział jak sobie poradzić, podawanie takich informacji otwartym tekstem to jest żenada, wybaczalna może u piętnastolatków. Punkt dla mnie. 5. Magistrala Turystyczna Magistrali Turystycznej poświęciłem sporo miejsca bo zrozumienie jej funkcji jest pierwszorzędne dla każdego raczkującego w słowackich Tatrach tym bardziej, że polskiej stronie czegoś takiego nie ma i być nie może z uwagi na zupełnie inne zagospodarowanie tego skrawka. Robisz mi zarzuty, że magistralę „przedłużyłem” bezprawnie o ten odcinek od Wielkiego Białego Stawu w kierunku na Kopske Sedlo i dalej do Łysej Polany z jednej strony i od Podbanskiej z drugiej strony. Chief – bardzo proszę, przeczytaj jeszcze raz co napisałem a następnie otwórz nie atlas tylko taką mapę na której arkuszu są całe Tatry i jeszcze wyzwól się od formułek z kursu dla przewodników. Toż wyraźnie widać, że taka trasa od Łysej Polany czy Javoriny aż do ujścia Jałowickiej Doliny stanowi jeden ciąg charakteryzujący się tym, że „zagląda” do wszystkich dolin (lub „zamyka” wejścia) w Tatrach Wysokich oraz sporej części Tatr Zachodnich. Oczywiście konstrukcją ścieżki nie jest jednolita ale ta „Twoja magistrala” też nie jest jednolita bo obok spacerowych chodników są tam odcinki dość męczące jak np. podejście z Kiezmarskiej na Przełęcz Rakuską czy cholerne zejście do Popradzkiego Stawu. Ja bym na miejscu Słowaków ten odcinek od Javoriny do Wielkiego Białego Stawu przemalował na czerwono bo to byłoby zgodne z logiką drogi. Natomiast co do drugiego odcinka – tej „Drogi nad łąkami” - owszem, państwo Paryscy w WET używają tego terminu. Ale co piszą – cytuję: Droga nad Łąkami
Znakowany szlak tur., stanowiący zach. przedłużenie Magistrali Tatrz. Biegnie od Podbańskiej ku zach. u samego podnóża Tatr Zach. i łączy wyloty dolin tatrz. aż po Jałowiecką Dolinę.
Zachodnie przedłużenie Magistrali Tatrzańskiej – a jednak. A na mapach wydawnictwa HARMANEC oznacza się wprost – Magistrala Tatrzańska. A zatem czy oba terminy nie mogą być równoprawne. Czy nie może być dwóch nazw równowprawnych? No i element praktyczny – ile osób ma WET Paryskich? Ile z tych ją mających przestudiowało ją od dechy do dechy? Znikomy procent. Dlatego ilość osób znających tą nazwę jest znikoma i raczej nie ma wśród nich osób trafiających po raz pierwszy w życiu w słowacką część Tatr. Natomiast mapy wyd. HARMANEC ma tysiące osób i sporo z nich przestudiowało je dokładnie i jest dla nich sprawą oczywistą, że Magistrala Tatrzańska zaczyna się od zachodniej strony na Dolinie Jałowieckiej. Drobny przykład z „innej beczki”. Wiesz może jaką nazwę ma droga od Poznania przez Wałcz i Czaplinek do Kołobrzegu? Nie szukaj po atlasach samochodowych, tam znajdziesz tylko numer. Panowie krajoznawcy w swoim być może nawet ładnym lecz niezbyt praktycznym zapale do nadawania nazw nazwali ją „Szlakiem Solnym” – bo to kiedyś w Kołobrzegu sól na wyparkach produkowano i tym szlakiem wożono. Pięknie – ale ilu ludzi to wie i ilu z tych co nawet wiedzą powie, że pojechali sobie na weekend do Kołobrzegu „szlakiem solnym”. Oczywiście o ile pojedzie tam np. wycieczka z Poznania z przewodnikiem, to ten przewodnik na pewno im to powie, ale ilu ludzi jeździ na wycieczki do Kołobrzegu z przewodnikiem no i co z tego, zaraz zapomną. Nie obraź się – ale jesteś niewolnikiem przewodnickich formułek a życie podąża inaczej. Ponieważ jednak moja redakcja tekstu był trochę mało klarowna – to proponuję 0.25 pkt. dla Ciebie i 0.75pkt. dla mnie.
6. Regle Boże, jak to napisać w miarę krótko. Chiefie – p. Paryscy twierdzą, że góralskie słowo „regiel” pochodzi z niemieckiego „riegel” czyli rygiel, zasuwka itd. Skąd niemczyzna w gwarze podhalańskiej? Nie jedyna, nie tu miejsce na rozważane, Giewont też ma źródło niemieckie. A zatem wpierw nazwano „reglami” te zalesione wysokie pagóry broniące góralom dostępu do tego co dla nich w górach było najcenniejsze czyli terenów pasterskich. I te rygle trzeba było „wyłamać”! Jak? Karczując trakty pod drogi, wypalając, a na końcu budując jako takie drogi – owca musi przejść a wiadomo, że nóżkę łamie bardzo łatwo. Dziś te trakty obmalowane znakami służą jako szlaki turystyczne. Dopiero później biolodzy, botanicy, leśnicy tak nazwali „piętra roślinne” – regiel dolny, regiel górny – to było wtórne. I tu mnie nie przekonasz. Czy w języku francuskim lub angielskim czy hiszpańskim to też się nazywa „regiel”? Nie, na pewno inaczej, bo skąd by miała być taka ekspansja podhalańskiego gwarowego słówka. W dostępnych mi źródłach znalazłem taki uniwersalny podział pięter roślinności na piętra: Niżowe, Górskie (dzielone niekiedy na na niższe i wyższe) Subalpejskie Alpejskie Niwalne (por. też. : http://portalwiedzy.onet....osci,haslo.html oraz http://www.ogrod.amu.edu....dzialA/alpy.php
Napisałem, że regli u słowackiego podnóża Tatr Wysokich nie ma. No bo takie jest pierwsze wrażenie każdego, kto zna Tatry Zakopiańskie.Owszem, są jakieś tam fałdki lub pagóreczki ale ogólne wrażenie jest takie, że np. zbocze Gierlachu gdzieś tam kończy koło Gerlachova, Batizovec czy nawet Svitu. Jestem się skłonny z Tobą zgodzić, że gdzieś tam te minipagóreczki są, że nawet mają swe nazwy, ale te nazwy nikomu się z niczym nie kojarzą i dla turysty, który przyjechał w Tatry Wysokie nie mają znaczenia (zupełnie inaczej niż w Polsce gdzie każde dziecko wie, że najczęściej uczęszczana droga na Halę Gąsienicową wiedzie przez Boczań a na stokach Nosala jest jedyna w Polsce trasa slalomowa spełniająca standardy FIS). By postawić kropkę nad „i” – zrobiłem taką telefoniczną sondę wśród 12-u moich znajomych dobrze lub doskonale znających Tatry – zadałem im pytanie z czyn in się kojarzy słowo „regiel” – wszyscy odpowiedzieli, że takim pagórem pod Tatrami jak np. Hruby Regiel, Krokiew, Sarnia Skała , Łysanki czy też Nosal. Tylko jedna osoba, emerytowany wieloletni nauczyciel geografii w Liceum powiedziała o tych piętrach roślinnych czyli „reglu dolnym” i „reglu górnym” ale i w tym przypadku na drugim miejscu.. Drugie pytanie brzmiało – czy pod Tatrami Wysokimi w Słowacji są wzgórza reglowe. W ośmiu przypadkach odpowiedź brzmiał „nie” a pozostałych czworo odpowiedziało, że tak ale one w niczym nie przypominają tych z północnej strony i trudno je dostrzec. Ta czwórka to ten geograf oraz trzech ludzi z dyplomem magistrów geologów. Chiefie – będę hojny – po 0.5 pkt. dla każdego. To dla mnie „karniak” – po cholerę o tych reglach pisałem, przecież mogłem nie, do niczego to było potrzebne.
7. Czy ścieżka na terenach leśnych po kalamicie jest obrzydliwa? Twierdzisz, chiefie, że nie bo się widok na Tatry odsłonił a w dodatku jakieś kwiaty tam kwitną. Mam wrażenie, że napisałeś to z zwykłej przekory. Las jest czymś naturalnym w otoczeniu skalistej partii Tatr i jego brak i te sterczące kikuty robią przygnębiające wrażenie. To trochę tak jak piękna dziewczyna, której brakuje czterech zębów przednich i nie osadziła w ich miejsce implantów. Niby wszystko fajnie ale jak otworzy buzię to koszmar. Punkt dla mnie.
8. Drogi jezdne (samochodowe) dochodzące do Magistrali w obrębie Tatr Wysokich. Ja wymieniłem te prowadzące do schroniska przy Popradzkim Stawie i schroniska w Dolinie Wielickiej jako dostępne dla turysty po spełnieniu warunku zameldowania w schronisku. Ty dodałeś jeszcze Szczyrbskie Jezioro, które było dla mnie tak oczywiste, że nawet mi nie przyszło do głowy aby zwracać na nie uwagę. To oczywiście takie z Twej strony belferskie czepianie się drobiazgów. No to wobec tego ja będę jeszcze bardziej złośliwym belfrem i zapytam się – a dlaczego zapomniałeś o drodze na Hrebienok (w tej chwili dostępna dla hulajnóg za niewielką opłatą), a Trech Studniczkach to droga się nie styka z Magistralą, a w Podbańskiej to pies? Nie, chiefie, w złośliwościach też nie wolno przesadzać – jeden punkt dla mnie.
9. Jedyna dolina o charakterze alpejskim. Twoja krytyka była od razu widoczna jako chęć „przyłożenia” bo był to dość dla każdego oczywisty wyraz mojego osobistego poglądu. Jego źródło jest dość nietypowe – gościliśmy swego czasu (przed 1989 rokiem) trzech turystów górskich z Austrii – taka forma wymiany, oni u nas, my u nich (zresztą w końcu do Austrii nie pojechałem z przyczyn niezależnych). Byliśmy z nimi w polskich Tatrach i Słowackich – polskie niezbyt im przypadły do gustu a to co zobaczyli w Morskim Oku określili jako skandal. W Słowacji przeszli ten zakres „poradnika”. I to oni właśnie określili dolinę Kiezmarską jako taką najbardziej im przypominającą Alpy. Dla porządku dodaję, że to nie byli specjaliści od Eigeru, Matterhornu czy Mont Blancu – operowali w tych niższych partiach Alp. W sumie trochę moja wina – nie warto było takich osobistych wtrętów podawać. Proponuje po pół punktu dla każdego.
10. Ścieżka zejściowa z Skalnatej Doliny do jakiejkolwiek stacji elektriczki. Przypominam – ja optowałem za zjazdem kolejką linową – nie jest to koszt makabryczny a dostanie biletu bez problemu gdyby jednak z jakichś powodów to było niemożliwe to zejście „zielonym” szlakiem. Chief uznał to za drogę wręcz obrzydliwą i zaproponował pójście magistralą do Hrebienoka i zejście do Smokovca. Przypominam – w iterinarium było to na koniec dnia, gdy każdy jest trochę już zmęczony. Gdybym dyskutował w stylu mojego Szanownego Przeciwnika to zadałbym pytanie cóżtakiego obrzydliwego jest w tej ścieżce z określeniem co najmniej w sześciu punktach. Ja się ograniczę do matematyki. Najmniej czasu zajmie oczywiście kolejka, jakieś góra 15 minut a może mniej. Zielony szlak od Skalnatego Plesa do Tatrzańskiej Łomnicy to 1 godz. 35 minut, przez Hrebienok (i zejściem pieszo) to 2 godz 10 minut a ze zjazdem tramwajem 1 godz. 50 min, też dłużej. Popatrzmy na to przez pryzmat cen – zjazd z Skalnatego Plesa do TŁ to 190 Sk, z Hrebienoka do Smokowca 60 Sk. Jeżeli skorzystać z tramwaju z Hrebienoka to zaoszczędzamy 130 Sk – nie zamierzam tu „robić” za milionera ale mnie to nie kręci – jakieś trzy piwa – wolę nie wypić niż tłuc się co najmniej półtory godziny nudną ścieżką, którą znam na pamięć. Natomiast zejście zielonym szlakiem ma swe „uroki”. Ostatni raz tam schodziłem z 8-o letnim wnukiem. Nie dlatego abym dziecku szczędził lub chciał zakatować – coś z prądem było i po godzinnym czekaniu postanowiłem schodzić, bo jeszcze był spory kawał samochodem do kwatery. Smarkacz zresztą i tak był w lepszej formie niż ja. Podpadło mi jedynie, że cały czas trzyma się z przodu i co chwila się pochyla. Ponieważ nie zrywał kwiatów więc nie interweniowałem. Zagadka się rozwiązała na dole i wysupłał to wszystko z kieszeni kurtki - prawie 80 Sk w bilonie. Rozwiązanie jest proste – ludzie wyrzucają z kolejki jak do fontanny di Trevi a ścieżka cały czas prawie idzie pod kolejką. Moim zdaniem zarzut nietrafiony – cały punkt dla mnie.
11. Rohatka Przypominam – ja zaproponowałem trasę z doliny Wielickiej na Małą Wysoką i powrót tą samą drogą. Chief zaproponował aby po Małej Wysokiej (lub nie – nie zrozumiałem dobrze sensu) zejść z Polskiego Grzebienia do Świstowej i potem przez Rohatkę do Staroleśnej i w dół. No coż -–proponowałem na ten dzień trzy warianty, może być i czwarty, choć – przypominam – ten dzień miał być taki trochę mniej męczący od innych. Zrobiłem też takie sobie niepisane założenie, że w tym pierwszym roku nie przekracza się głównej grani, bo to co po słowackiej stronie Tatr Wysokich jest na północ tej grani to jakby bardziej roztropnym jest eksplorować z Roztoki lub Łysej Polany. Po pół punktu dla każdego.
12. „Skoki w bok” W paru miejscach tak na luzie wskazałem możliwości takich wejść pozaszlakowych. Chief widzi w tym nawoływanie do łamania prawa. Mój Boże – ja tu jestem w tym „maluczki” w porównaiu do chiefa – mam się zabawić w wyszukanie takich porad – „lewe” szlaki, „lewe biwaki” itp. Ale zgadzam się, nie powinno być – w kolejnej wersji usunę. Chciałbym jednak przypomnieć, że w Piśmie Świetym napisano – „kto jest bez winy niech rzuci kamieniem” i biorąc to pod uwagę to zero punktu dla obydwóch.
13. Rainerova Chata Przypominam – napisałem, że koło Rainerovej Chaty przebiega magistrala turystyczna, chief twierdzi, że nie przebiega. Moim zdaniem jest to typowe czepianie się. Jeśli to „koło” traktować dosłownie tak jak np. że kawiarnia Europejska w Zakopanem jest przy Krupówkach to nie jest. Ale chief wie dobrze, że w tamtym regionie dwa szlaki – czerwony i zielony biegną tuż obok siebie, że ludzie nadeptali jeszcze mnóstwo skrótów i wariantów i z przed Rainerovej Chaty magistralę widać – a więc trudno to uznać za nic innego jak dzielenie włosa na czworo. Zwracam uwagę, że tekst jest przeznaczony dla nowicjusza w tamtych okolicach, na mapie w skali 1:25000 rzecz jest nie do oznaczenia a próbowanie rzecz wyjaśniać dokładnym opisem może komuś narobić taki mętlik w głowie, że lepszego nie trzeba. Punkt dla mnie.
14. Czerwona Ławka Jedna z moich projektowanych tras to podejście doliną Małej Zimnej Wody do Terinki i następnie przejście Czerwoną Ławką do Staroleśnej do Zbójnickiej Chaty i w dół. Chief twierdzi, że jest tam najdłuższy ciąg łańcuchów w Tatrach i że to za trudne dla początkującego (podobny zarzut jest zresztą do Małej Wysokiej). Przypominam, że poradnik jest przeznaczony dla początkującego w Słowacji ale dobrze znającego Tatry Polskie. Przepraszam bardzo ale przez „dobre znanie Tatr Polskich” można chyba rozumieć przejście choć jednej z tras – Orla Perć, Rysy lub Przełęcz pod Chłopkiem a na dobrą sprawę i Zawrat. Długości łańcuchów nie mierzyłem, wydaje mi się, że na zejściu z Baraniej Przełęczy lub z Gierlachu do doliny Batyżowieckiej jest podobnie a gdyby zsumować na Orlej Perci to też. A tak poza tym – od kiedy trudność drogi mierzy się długością łańcuchów. Na Lodowy przez Konia o ile dobrze pamiętam to nie ma w ogóle łańcucha i co – to droga dla maluchów? Czepianie się, kolego chief. Punkt dla mnie.
15. Odrębność grupy Krywania Napisałem, że grupa Krywania robi wrażenie jakby osobnego pasma, chief domaga się ode mnie uzasadnień i przypomina, że są Tatry Bielskie, Tatry Wysokie i Tatry Zachodnie i na tym koniec podziałów. Ja podziałów nie kwestionuję choć przypominam, że w wielu książkach można spotkać termin „Tatry Jaworzyńskie”, że trwał lub nawet trwa spór czy grupa Siwego Wierchu to Tatry czy już nie Tatry (chyba ostatni pogląd, że to jednak Tatry), wymienia się też Tatry Liptowskie, Tatry Orawskie, Tatry Polskie, Tatry Słowackie, Tatry Spiskie, Tatry Wschodnie a nawet Tatry Zakopiańskie. Nielichy bałagan. Ja widzę pewną odrębność grupy Krywania, na czym to polega – dla mnie w kryteriach „optycznych” – choćby olbrzymie żleby itd. Zresztą to znowu nie moja obserwacja tylko tych Austriaków, o których wspominałem przy „alpejskości” Kiezmarskiej. Czasami ludzie co widzą coś poraz pierwszy widzą to lepiej. A poza tym absolutnie nie domagałem się rewizji podziałów Tatr. http://www.tatry.z-ne.pl/...5067,tatry.html Punkt dla mnie.
16. Zadnie Koperszady Oczywiście, że Zadnie Koperszady. Nie wiem co mi się popieprzyło. Może ta analogia z „zadem” – juuż mi zarzucono, że mi się wszystko z dupą kojarzy i chciałem uniknąć zarzutu. Punkt dla chiefa (choć powinno być zaledwie 0.5 pkt. bo za jedno słowo to za duża kara, ale niech stracę, hojny dzisiaj jestem)
17. Zimne Wody. Fakt popieprzyłem – nie Dolina Zimnej Wody ale Dolina Małej Zimnej Wody ( a gdzie w polskim nazewnictwie Wielkiej Zimnej Wody? – żartuje oczywiście). Niemniej jednak polscy spece od nazw trochę popieprzyli. Na słowackich mapach w poprzek obu dolin jest napis – „Studene Doliny” i potem osobno Wielkiej i Małej. I tak jest klarownie. Natomiast w polskim oddzielnie jest Dolina Zimnej Wody (tak mniej więcej do Staroleśnej Polany a potem Dolina Staroleśna i Dolina Małej Zimnej Wody. Jak ktoś nie ma równocześnie polskiej mapy i słowackiej mapy to może mieć na początku niezły mętlik w głowie. Proponuje 0.5 pkt. dla chiefa.
18. Krywań z Doliny Ważeckiej No tu muszę się przyznać, że dałem ciała. Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć jedynie to, że byłem tam ostatnio ok. 30 lat temu i tuż obok Trzech Żródeł (studniczek) stała Chata im. Kpt. Razu, na którą wszyscy mówili Ważecka Chata i stąd się zasugerowałem. Punkt dla chiefa.
No to podsumujmy ten zapis punktowy – w excela nie wrzucałem ale trochę jeszcze liczyć umiem i wychodzi mi 10.50 do 6.50 dla mnie. Sądzę, że to sprawiedliwy podział, ale oczywiście jak przy każdej niemierzalnej dyscyplinie do dyskusji.
Teraz tak trochę refleksji. Gdyby ten mój tekst byłby autorstwa powiedzmy Misiatego, Jerrego, IwonyS, Moralesa itd. to widząc sporo pracy włożonej bym te zauważone błędy wsadził do PW a co on by wtedy z tym zrobił to jego sprawa. Pewnie by poprawił i poprosił moderatora o podmianę bo rygor 30 minut jest bezlitosny. Ty, chiefie, jednak na forum www.turystyka-górska.pl przejechałeś się po mnie jak walec drogowy – tu i na prv to jest wersal, tylko po co te uwagi o honorze na końcu. Pamiętliwy nie jestem ale zapamiętam i raczej pilnie sprawdzaj każdy swój tekst niż go umieścisz. Mam WET, mam komplet Paryskiego czyli mam gdzie sprawdzić. A zresztą... może nie będzie mi się chciało.
Na koniec dwie anegdoty aby było trochę luzu:
Szedł sobie Józek z Maryśką pod górę - najpierw przez las mieszany. Przystanęli i Józek zapytał - Maryśka, a widzis to piętro regla dolnego, ślicny ten bucek? A widzę! No to chodź, pouzywamy sobie. Poszli dalej i Józek znów się pyta - Maryśka, widzis to piętro regla górnego, pikny ten świercek. Widzę - peda Marysia. No to sobie pod nim pouzywamy. Tak doszli do kosodrzewiny i znowu Józek pyta - a widzis Marysiu to piętro subalpejskie, pikna ta kosówka. A widzę! No to sobie w niej pouzywamy. Wreszcie hala - Marysiu a widzis to piętro halne, tą trawę i kwiatki? A widzę. No to sobie pouzywamy. Załatwili co chcieli u ojca krzestnego w bacówce i wracają. Marysia się pyta - Józek, to ty mnie cheba kochas? A, niii - odpowiada Józek. No to chocias lubis? - pyta Marysia. A, niii - znowu Józek. No to cemu ześ mnie uzywał na tych wszystkich piętrach a scególnie fajnie pod tym buckiem, to jest, przepraszam, w reglu dolnym - pyta zrozpaczona dziewczyna. A bo mi ta w chodzeniu przeszkadzało.
No i druga, z początku istnienia komunistycznej Kuby. Castro wstaje rano, wychodzi na taras i tu widzi na niebie od strony Stanów Zjednoczonych taką wielką, ogromniastą dupę. No tak – pomyślał – pewnie nowa broń amerykańska. Wraca do pokoju, łapie za słuchawkę i dzwoni do prezydenta USA – „panie prezydencie, ja sobie wypraszam tą nową agresję, była Zatoka Świn a teraz na niebie rozpościera się taka wielka dupa”. Prezydent odpowiada, że nic nie wie. No to Castro dzwoni do Chruszczowa. Ten zadzwonił do KGB, polecił sprawdzić co trzeba ale też nic. Na koniec Chruszczow mówi – wiecie co Castro, ja wprawdzie jako komunista w to nie wierzę ale to mi wygląda na siły nadprzyrodzone, zadzwoncie do papieża, oni się na tym znają. Papież po usłyszeniu nie miał wątpliwości – „panie Castro, to proste – jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie”.
I to sobie, chiefie, dobrze zakonotuj.
PS. Dziękuję za trud i cenne uwagi - wszystkie zostaną wykorzystane
|
Trochę statystyki - zaproszenie do przemyśleń
|
Tocząca się z zmiennym szczęściem (jak zawsze gdy temat obsiądą niektórzy dyskutanci) dyskusja na temat czy utrzymać czy usunąć żelastwo z Tatr (mowa oczywiście o sztucznych ułatwieniach a nie resztkach rud żelaza) przypomniała mi jak to swego czasu, chyba z cztery lata temu będący jeszcze wówczas dyrektorem TPN Wojciech Gąsienica Byrcyn stwierdził, że jego zdaniem Tatry są zbyt zapchane i zaproponował ilościowe limitowanie wstępu do TPN. O ile dobrze pamiętam zaproponował wówczas aby dzienny limit osób wynosił 10 tysięcy osób. Uzasadniał to dwojako – ochroną przyrody oraz, warto to zapamiętać, komfortem zwiedzających. W dyskusji, która się wywiązała, oprócz osób, które zawsze są na „nie” bo „nie” (jak Stonka w temacie o żelastwie) podnoszono przewidywane trudności z logistyką takiego systemu. Byrcyn utrzymywał, że jest to do zrobienia i powoływał się na znane mu doświadczenia z amerykańskich parków narodowych. Sprawa umarła śmiercią naturalną m.in. dlatego, że Byrcyna wkrótce potem „awuesiaki” z stanowiska wyrzuciły. Sprawa może umarła ale czy problem? Znalazłem niedawno temu na stronie TPN zestawienie sprzedaży biletów wstępu do TPN. Co prawda bez danych o ruchu na Kasprowym ale te wyszukałem z strony PKL. Problem tylko w tym że na dzienną frekwencję ma wpływ pogoda i jeśli np. średnia dzienna wynosi na jakiejś bramce np. 1000 osób to w dni złej pogody jest znacznie mniejsza, takiej średniej znacznie lepsza a przy przysłowiowej lampie bardzo duża. Zrobiłem takie założenie, że dni każdego typu pogody jest 1/3 i w te dni ze złą pogodą wchodzi 0.2 średniej, z tą średnią 0,9 średniej a na dobrą pozostanie reszta. Przy średniej dziennej 1000 osób w kiepskie dni będzie wchodzić po 200 osób, w te średnie po 900 osób a te najlepsze po 1800 osób. Oczywiście w tej chwili się „podkładam” bo zaraz się znajdą dyskutanci, którzy powiedzą, że to głupota i wprowadzona przeze mnie celowo aby udowodnić tezę, którą sobie postawiłem itd. itd. Jakoś to zniosę. Tak to wygląda – pierwsza cyfra to ilość ogółem w danym miesiącu, druga to udział procentowy w ruchu rocznym, trzecia to średnia dzienna a czwarta to maksymalna szacowana wartość frekwencji w pogodnym dniu:
Styczeń ------------84 458------------ 3.35%----------- 2724------------- 5449 Luty--------------- 113 144 ----------- 4,49% ---------- 4071------------- 7633 Marzec------------- 82 978------------ 3,29% ---------- 2677------------- 5354 Kwiecień----------- 99 715 ----------- 3,95% ---------- 3324------------- 6316 Maj ----------------250 613------------ 9,94% ---------- 8084------------16168 Czerwiec----------232 250------------ 9,21% ---------- 7742 -----------14709 Lipiec -------------469 477------------18,62%--------- 15144 ---------- 30289 Sierpień---------- 616 088------------24,43% -------- 19874 ---------- 39748 Wrzesień--------- 307 615 -----------12,20%--------- 10254 --------- 19483 Październik------ 144 327--------------5,72%---------- 4656-------------9312 Listopad----------- 58 611--------------2,32%---------- 1954-------------3712 Grudzień----------- 62 432------------- 2,48%---------- 2014 ----------- 4027
Dla lepszej przejrzystości wartości przekraczające „byrcynowską” normę zostało podane czerwonym drukiem – od maja do września przekracza ją w każdy pogodny dzień a od lipca do końca września jest od niej wyższa również średnia miesięczna. Daje do myślenia? Powinno, choć zapewne znajdą się tacy co powiedzą, że wszystko powinno zostać tak jak jest bo.... No właśnie dlaczego „bo”? Bo są ludzie bez wyobraźni? Bez elementarnego szacunku dla natury. Sądzę, że się nie omylę jeśli przyjmę, że miesiące od grudnia do kwietnia to tatrzańska zima, maj i czerwiec to wiosna, lipiec, sierpień i wrzesień to lato a październik i listopad to jesień. Przy takim założeniu na poszczególne pory roku przypada łącznie:
Zima--------- 194 542 osób------- tj.---- 9,82% Wiosna------411 877 osób------- tj.--- 20,79% Lato------- 1 233 661 osób------- tj.--- 62,28% Jesień -------140 825 osób------- tj.-----7,11%
Obiegowe nazwanie Zakopanego zimową stolicą Polski w obliczu tych cyfr wyraźnie blednie a przewaga sezonu letniego jest miażdżąca. Nie łudźmy się też. Że Polacy są miłośnikami tatrzańskiej wiosny – dość wysoką frekwencję wiosenną nabiły wycieczki szkolne, podejrzewam zresztą, że jesienną w dużej mierze też (będzie to widoczne po przyjrzeniu się danym wg. sprzedaży. Zimową stolicą Polski to Zakopane było ale wtedy gdy nikomu nawet się nie śniła jazda na narty w Alpy, Dolomity czy nawet Pireneje, a właściwie i do Słowacji również.
A więc wiemy już kiedy jeździmy w Tatry – w olbrzymiej przewadze w lecie, zimowe Tatry to mizerna resztka tego co pozostało po exodusie do alpejskich (ale i słowackich) zimowisk). Proszę zwrócić uwagę – 7633 turystów udaje się w góry (a więc i na narty albo raczej tylko na narty w pogodny lutowy dzień. A tymczasem samo Zakopane (bez Gminy Kościelisko) dysponuje około 9500 miejscami w hotelach i pensjonatach oraz około 18 000 miejsc na kwaterach prywatnych i to tych oficjalnie zgłoszonych, wg Urzędu Miasta jest to około 60% faktycznie istniejących. Oczywiście wiem, że nie wszyscy podążają zjeżdżać z Kasprowego, jest jeszcze Gubałówka ale wszystko to raczej świadczy o tym, że dni świętności jako narciarskiej Mekki Polaków Zakopane ma już poza sobą. Już nie te czasy.
Pora teraz odpowiedzieć sobie na pytanie gdzie w te Tatry chodzimy? Dane z poszczególnych kas są znane ale warto przypomnieć, że nie wszystkie kasy są czynne cały rok. Są takie co tylko przez 5 miesięcy (od kwietnia do września) a Staników Żleb tylko przez trzy – od lipca do września. Ten okres zostanie podany w tabeli. Kolejno będą podawane – miejsce kasy, ilość m-cy otwarcia, ilość osób, procent całości oraz średnia ilość osób w miesiącu.
Łysa Polana ------------12----- 685 836-----27.12%-----57 153
Zazadnia----------------- 5-------17 946-------0,71%-------3 589 Sucha Woda i Cyrhla—-5-------27 908-------1,10%-------5 582 Jaworzynka-------------12-----194 866--------7,71%-----16 239 Poroniec------------------5 ------ 16 716 -------0,66%------ 3 343 Mała Łąka----------------5------- 40 006 -------1,58%-------8 001 Staników Żleb-----------3 -------- 2 083--------0,08%---------694 Razem --------------------------- 299 525------11,84%-----37 447
Olczyska ----------------5-----18 630--------- 0,74%-------- 3 726 Nosal---------------------5-----25 523--------- 1,00% -------5 045 Dolina Białego--------12-----94 492--------- 3,74% ------- 7 874 Dolina Strążyska-----12----166 525--------- 6,58% -------13 877 Dolina Kościeliska---12----469 659 --------18,57%-------39 138 Razem------------------------ 774 829-------- 30,63%-------69 659
Goryczkowa----------12----- 61 274---------- 2,42%--------5 106 Kalatówki-------------12----175 848---------- 6,95%--------14 654 Razem------------------------237 122----------9,37% --------19 760
Kasprowy------------12----532 000--------- 21,04%--------44 333
No i teraz można snuć rozmaite rozważania i silić się na porównania, np. hydrograficzne czyli o wielkich rzekach (Łysa Polana, Kościeliska i Kasprowy), średnich i potokach czy potoczkach. Porównanie może i efektowne ale cóż z tego bo nic z niego nie wynika bo nie ważnym jest ile gdzie wody płynie ale jaka to jest woda i dlaczego akurat tam zmierza. No i tu pasuje jak ulał przyrównać Tatry Polskie do Miejskiego Parku Ludowego. No i co jest takim kluczowym punktem każdego parku ludowego? Oczywiście fontanny, najlepiej oświetlone. Mamy w Tatrach fontanny? Oczywiście – to Morskie Oko. Wali tam jak w dym przeszło 27% tych co bramy parku przekroczyli. Dzieci, to jak wiadomo, przyszłość narodu. A dzieci lubią się bawić. No i dlatego w każdym szanującym się parku urządza się dla nich piaskownice i stawia obok ławeczki dla mam. Czy są piaskownice w Tatrach? Oczywiście to ten segment od Olczyskiej po Kościeliską. Mamy z dziećmi to trochę ponad 30% bywalców parku. Pora na zaspokojenie pozostałych potrzeb PT Publiczności, tej co lubi mocniejsze wrażenia. Najlepsza będzie chyba karuzela i kolejka górska. Są w naszym parku? Są! Karuzela to Giewont (Goryczkowa, Kalatówki) a jej amatorami jest trochę ponad 9% bywalców. Kolejka górska to też mocny punkt – 21%. Co nam jeszcze zostało w naszym Parku Ludowym – oczywiście to co w każdym – zacienione, ustronne alejki, ulubione miejsce zakochanych (w sobie i w parku). To kompleks od Zazadni po Staników Żleb – 12% bywalców. Dużo czy mało? A jeśli za dużo to dlaczego i o ile. Aby tego dociec, trzeba zbadać sprawę w czterech reprezentatywnych miesiącach - sierpnie, lutym, czerwcu i październiku. Czyli znowu niestety kolejna porcja liczb. Bardzo przepraszam, ale inaczej nie można. Demagogów tu bez liku a jedynym młotem na nich (o ile to w ogóle możliwe) są właśnie cyfry. Miesiąc sierpień jest niewątpliwie najbardziej reprezentatywny dla tatrzańskiego lata. Zbadajmy zatem gdzie ludziska chodzą i ilu ich chodzi. No i znowu muszą być niestety cyferki. Pierwsza to ile ich tam w sierpniu było, druga jaki to procent ogółu a trzecia to szacowane maksimum w pogodny dzień:
Łysa Polana----------------------189 691-------------------30,64%----------------11 126
Zazadnia----------------------------8 651-------------------- 1,40%--------------------507 Sucha Woda i Cyrhla ------------ 8 502------------------- 1,75% -------------------579 Jaworzynka-----------------------55 678-------------------- 8,99%----------------- 3 266 Mała Łąka------------------------15 650 ------------------- 2,53% ------------------ 918 Staników Żleb-------------------- 1 180-------------------- 0,22% --------------------- 80 Poroniec--------------------------- 7 524-------------------- 1,22% -------------------- 441 Razem----------------------------97 185--------------------16,11% ----------------- 5 791
Olczyska ------------------------- 8 071--------------------- 1,30%-------------------- 474 Nosal---------------------------- 11 198----------------------1,81%-------------------- 657 Dolina Białego---------------- 23 400---------------------- 3,78%-------------------1 378 Dol. Strążyska ---------------- 41 985---------------------- 6,78%------------------ 2 462 Dol. Kościeliska------------- 117 393---------------------18,96%------------------ 6 886 Razem------------------------ 202 047--------------------- 32,63%-----------------11 857
Goryczkowa ------------------20 406----------------------- 3,30%------------------1 197 Kalatówki -------------------- 54 964----------------------- 8,88%------------------3 223 Razem------------------------- 75 370----------------------12,18%------------------4 420
Kasprowy---------------------53 173----------------------- 8,59%------------------ 2 495
No i teraz pora na komentarz a raczej moje spojrzenie na sprawę. Przeszło 11 tysięcy ludzi w Morskim Oku w pogodny dzień – nie próbuję nawet dociekać ile w pogodny dzień weekendu, bo może być i dwa lub trzy razy tyle. Oczywiście z tej rzeki, która wypłynie z Palenicy oddzieli się mały potoczek i popłynie do Doliny Pięciu Stawów. Ale nie w tym rzecz. Rzecz w tym ile z tych 11 tysięcy ruszy na Rysy, Chłopka, Szpiglasową czy też na Wrota Chałubińskiego. Jeśli 20% czyli gdzieś koło 2 tysięcy to będzie to klęska. Taka sama klęska jeśli 10% lub 5%. Tak gdzieś ok. 1.5% byłoby dopuszczalne ale to byłoby klęską innego rodzaju. Morskie Oko leży na poziomie 1395 mnpm w stricte wysokogórskim otoczeniu. Czy zna ktoś może drugie miejsce o takich cechach, do którego by przybywało w ciągu dnia tylu turystów by nie nazwać rzecz po imieniu i powiedzieć gapiów? To jest chyba ewenement na skalę światową. W dodatku robiony za pełnym przyzwoleniem dyrekcji TPN, która sprzedała tym ludziom bilety. Mówiąc szczerze i patrząc na to z nie polskiego lecz tatrzańskiego, przyrodniczego punktu widzenia to należy żałować, że prof. Balzer wywojował dla Galicji ten kawałek Tatr. Gdyby to było w Słowacji to byłby to cichy zakątek coś w rodzaju doliny Kaczej. No i na pewno ścieżka z Ciemnych Smreczyn na Wrota byłaby do dziś a na pewno nie byłoby tego koszmarka prowadzącego na Szpiglasową.
Ten kompleks Jaworzynki, Zazadni itd. zaliczyłem uprzednio do „ustronnych alejek dla zakochanych”. Tak mogłoby być ale tych zakochanych coś za dużo.. Na wstępie jednak powiem, że zaszokowała mnie informacja, że blisko 1500 osób kręci się po tym „zadupiu” na które dochodzi się z Zazadni, Suchej Wody i Porońca. To w zasadzie pozytywne zaskoczenie ale czy mimo wszystko nie jest ich za wiele. Mała Łąka – jeśli większość z tych 900 osób zatrzyma się na popas na Przysłopie Miętusim i następnie przez Zahradziska dojdzie do Kościeliskiej a z niej do domu na obiadek to sprawy nie ma. Ale jeśli zrobi to tylko np. 1/3 a reszta czyli 600 osób pomaszeruje na Czerwone Wierchy to mnie trochę ciarki przechodzą. Na koniec problem Hali Gąsienicowej a więc i nieszczęsnej Orlej Perci.. Te blisko 3300 osób, które przejdzie przez bramkę „Jaworzynka” na pewno dotrze do Murowańca bo nie ma innej alternatywy. Problem w tym ile tu jeszcze dojdzie dodatkowo z tych 2500 osób z Kasprowego. Oceniam, że co najmniej 500 osób (a ile pójdzie prosto na Świnicę?). No dobrze – jest 3800 osób, oczywiście nie naraz. Trochę za dużo jak na możliwości techniczne restauracji schroniskowej i wcale się nie dziwię, że poziom obsługi jest podły. Część z nich ograniczy swe ambicje do dotarcia do Kurtkowca z jednej strony Kościelca i do Czarnego Stawu z drugiej. To dobrzy ludzie, należy im się specjalny medal zasługi TPN. Ale jeśli ich będzie tylko 50% to oznacza, że 1900 osób wali na Świnicę, Kościelec, Granaty i całą lub połowę Orlej Perci. A to jest stanowczo za dużo jak na chłonność tych szlaków. 20% też byłoby za dużo a tyle to raczej jest i znowu nawet nie chcę myśleć ilu może być dniach pogodnego weekendu – znowu oscylujemy wokół rekordu świata. Jedno jest pewne – niech sobie obrońcy dotychczasowego statusu Orlej Perci gadają co chcą – tak dalej po prostu być nie może. I musi się zmienić i jeżeli już czegoś można się bać to tylko tego, że będzie jak zwykle czyli zostanie wybrany najgorszy wariant. Bo coś wybrane tym razem będzie raczej na pewno. I raczej na pewno nikt się nie będzie przejmował muchami w nosie niektórych bywalców i rozdzieraniem szat. Operacja będzie krótka i chirurgiczna.
Napisałem poprzednio, że park narodowy, jeżeli już wpuszcza turystów na swój obszar to powinien zapewnić im jakiś komfort zwiedzania; paradoksalnie będzie to zarazem zgodne z interesami chronionej natury. Posluże się tu przykładem – kilka tygodni temu byłem w Galerii Uffizi w Florencji. Zdołałem się tam dostać tylko dlatego bo zapewniłem sobie grubo przed tym rezerwację biletu. W przeciwnym przypadku stałbym wiele godzin w kilometrowej kolejce i bez gwarancji, że dostałbym go w dniach mojego pobytu. Dlaczego? Bo dyrekcja Uffizi limituje dzienną ilość sprzedaży biletów. A pomieściłoby się na pewno więcej zwiedzających. Wystarczyłoby jak w paryskim Luwrze otworzyć większą ilość kas i do przodu. Ale tak nie jest bo dyrekcja Uffizi chce swoim klientom zapewni luksus zwiedzania, pewną kameralność. I tak jest i temu służy nie tylko limitowanie ilości ale ich rozkładanie w czasie – ja np. mogłem wejść tylko między 10.15 a 10.30. Dzieła Botticellego czy Tycjana lub Ghirlandaio na pewno są dziełami sztuki, których oglądanie wymaga odpowiedniego „komfortu”. Z tym zgodzi się każdy (no chyba z wyjątkiem dyrekcji Luwru, w którym sala w której jest Mona Liza przypomina restaurację w Morskim Oku w godzinach szczytu). To ja wobec tego pytam czym się różni np. otoczenie Koziej Dolinki od Narodzin Wenus czy Primavery? Też dzieło sztuki, tylko natury a nie pochodzące z rąk człowieka. Za wejście do Uffizi się płaci 12 Euro (ja jako starszy pan mam „free”). Może pora rozważyć podniesienie biletów do TPN (niekoniecznie od razu do 48 złotych). Albo zapewnić to innymi metodami, np. administracyjnymi.
Podobnie wygląda w przypadku bramek Goryczkowa i Kalatówki. 4400 ludzi w pogodny dzień. Z tego, dam głowę, połowa wali na Giewont a jeszcze wspomaga tą szarańczę spory procent tych co kupiło bilet na progu Strążyskiej. Tu przyznam się, że nie mam współczucia o brak komfortu. Jak ktoś jest tak głupi, że musi koniecznie wejść na ten szczyt bo widać go z każdego prawie w miejsca w Zakopanem to niech cierpi skutki swojej głupoty. Ale przyrodzie też to nie służy – prawda, panie dyrektorze TPN. Jak na razie karuzela głupoty się kręci aż miło.
Kościeliska i dolinki reglowe. Ta piaskownica, jak pozwoliłem sobie je nazwać. Prawie 12 tysięcy w pogodny dzień. No cóż, ludziska przyjechali nie wiadomo bliżej po co do Zakopanego i gdzieś muszą iść na spacer z dzieciskami. Tylko dlaczego aż tak wiele tam, czy nie można gdzie indziej? Sęk w tym, że nie bardzo wiadomo gdzie – oferta Zakopanego dla masowego i niezbyt wymagającego klienta jest rozpaczliwie uboga. I tak szczęście, że dla najgorszego elementu otwarto wystarczająco dużo piwiarni, inaczej, strach pomyśleć, mogliby pójść w góry. Ale dlaczego u diabła, w tyle lat po odkryciu złóż szaflarskich nie ma w Zakopanem aquaparku na co najmniej 8 tysięcy osób? O tyle mniej byłoby ich wtedy w Kościeliskiej i dolinkach reglowych i jak wtedy by tam było sympatycznie.
Pompy tłoczącej o nazwie Kasprowy nie komentuje. Jest i wypada się z tym zgodzić. Ale dlaczego nie wprowadzić tarasu widokowego a la Łomnica czyli bez prawa wyjścia, a brama byłaby otwarta tylko w zimie. Nie do zrobienia? Albo wyjście za ekstra biletem - – np. za 50 złotych. Trochę by to utrudniło wyczyny rekordzistów z Małego Cichego chcących przebiec Orlą Perć ale to najmniejsze zmartwienie.
Przeanalizowaliśmy lato, pora na zimę – miesiąc luty
Łysa Polana ------------------14 140------12.50%------- 914
Jaworzynka-------------------- 2 917------- 2,58%------ 188
Białego------------------------- 3 018------- 2,67%------- 195 Strążyska---------------------- 7194 ------- 6,36% -------466 Kościeliska--------------------20 401------18,03% ------1 318 Razem ------------------------ 30 613------ 27,06%------1 979
Goryczk. i Kalatówki--------12 301------ 10,84%-------- 798
Kasprowy---------------------53 173 ------47,00%-------- 2754
Czyli co – narty (blisko 60%), spacerki i kuligi. No i gapiów kijem się od Morskiego Oka nie odpędzi choć ilość drastycznie mniejsza. No i jeszcze jedno – wielokrotnie z zgrozą mówiono o barbarzyństwie Słowaków zamykających Tatry powyżej schronisk. No i racja, ale zastosowane u nas by dotknęło naprawdę minimalną ilość osób.
Pora na wiosnę – tym razem na przykładzie maja i w skrócie bo zdaję sobie sprawę, że nadużywam cierpliwości.
Łysa Polana------------------- 74 267------- 29,63% ------- 4 456
Jaworzynka i inne tur------- 29 205------- 11,80%-------- 1 774
Kalatówki i Goryczkowa----17 686 -------- 7,15% --------1 075
Kościeliska i spacerowe-----92 188--------37,26%-------- 5 808
Kasprowy -------------------- 35 493---------14,16%------- 2 130
No i sprawa jest jasna – cały ruch napędziły wycieczki szkolne i spacerowicze z okolicznych wielkich miast w weekendy i długie weekendy oraz resztówki sezonu narciarskiego. Tak było chyba zawsze.
Jesień to podobno czas dla „prawdziwych turystów” i zaczyna się w październiku. Bo wrzesień jak twierdzą znawcy to jeszcze lato i obrzydliwe tłumy. A więc zobaczmy jak to wygląda w tym październiku:
Łysa Polana ----------------40 769----------28,23%-------2 446 Jaworzynka------------------12 274----------8,53%---------738 Goryczk.+Kalatówki-------13 389--------- 9,27%----------802 Kościeliska + spacerowe –42 452---------29,39%--------2 681 Kasprowy-------------------35 493----------24,58----------2 130
No i co? Mit prysł – w Morskim Oku nadal tłoczno, Giewont trzyma się dobrze, spacerówki tak samo, żadna „przewaga” Mekki prawdziwych turystów się nie zarysowała – tylko na Orlej Perci zapewne zdecydowanie mniej tłoczno.
Warto popatrzeć jak przedstawia się frekwencja w tych umownych okresach, wyrażona w procentach całości okresu. To już ostatnia tabelka!
Miejsce -------------------------zima---------------wiosna-------------lato------------jesień
Łysa Polana ---------------------12,50--------------29,63-------------30,64------------28,23 Jaworzynka i turyst.--------------2,58--------------11,80-------------16,11-------------8,53 Goryczk.+Kalatówki------------10,84---------------7,15-------------12,18-------------9,27 Spacerowe------------------------27,06--------------37,26-------------32,63------------29,39 Kasprowy-------------------------47,00--------------14,16--------------8,59------------24,58
Wynika z tego, że preferencje się w zasadzie nie zmieniają (poza okresem zimowym, który jest zdecydowanie odmienny, tylko liczba turystów.
Pora na wnioski. Pierwszy i generalny to ten, że tacy turyści jak my to jesteśmy tam w absolutnej mniejszości a określając to w procentach to nie wiem czy by się 1 procent zebrał. Ale to wcale nie oznacza, że mamy siedzieć cicho i nie domagać się poszanowania zwyczajów nam odpowiadających. Przyznam się, że jak słyszę, że ktoś zachwala komuś wyjazd w listopadzie to mnie szlag trafia. No bo co z tego, że pusto a właściwie mniej gęsto, skoro dzień krótki, zimno, słońca jak na lekarstwo, częste oblodzenie a i lubi przykurzyć. Czy to myśmy jakieś przestępstwo popełnili, że mamy być tym listopadem karani? Drugi wniosek to taki, że struktura „dorosłego” ruchu jest mniej więcej taka sama jak ją poznaliśmy na szkolnej wycieczce – Kościeliska, Strążyska i Morskie Oko. Uzupełniona o edukację z domu wczasowego czyli o Giewont plus Świnica – oczywiście z Kasprowego. Poza ten stereotyp się nie wychodzi choć Bogiem a prawdą nie za bardzo jest gdzie wyjść bo Polskie Tatry są tragicznie małe. Trzeci wniosek to jest taki, że nasi poprzednicy kompletnie spartolili Zakopane. Zamiast pilnować aby w bezpośredniej bliskości gór były z dwie lub góra trzy niewielkie miejscowości czyli tak jak jest po południowej stronie to sobie zafundowaliśmy molocha jakim jest obecne Zakopane. I ten moloch trzyma ten nasz maleńki kawałek Tatr za pysk i nie pozwala mu odetchnąć. Bo jak nazwać inaczej to, ż e w pogodny sierpniowy dzień wali z tego molocha w góry jakieś 40 tysięcy luda. Ale to Zakopane jest i nic na to nie poradzimy. To znaczy nie poradzimy na wielkość, przekładającą się na wielkość miejsc hotelowych wg niektórych szacunków przekraczającą dwukrotnie ilość stałych mieszkańców. Tego się niestety nie da zmienić. Ale można tym co tu przybywają zaproponować co innego nie góry. No i tu pojawia się kolejny problem to utrudniający. A jest nim spadający z roku na rok średni czas pobytu n turysty w tych stronach. Jeszcze trzy lata temu wynosił on 5 dni a w ubiegłym roku spadł do 3.5 dnia. W tym tempie to zejdziemy niedługo do 1 dnia. I to jest chyba w Tatrach i Zakopanem rzeczą najgorszą. Po pierwsze rzutuje na ceny kwater, choćby z uwagi na koszty prania pościeli. Ale to jest jeszcze drobna sprawa bo ceny kwater trzyma na krótkiej smyczy sąsiedztwo Słowacji. Rzeczą fatalną jest to, że turysta, który jak za dawnych dobrych czasów gościł w Zakopanem i okolicy nawet i miesiąc to w góry szedł tylko przy naprawdę dobrej pogodzie a teraz gdy tu jest na ogół dzień lub dwa to wali do góry choćby żaby spadały z nieba. To, że powoduje to wypadki jest rzeczą oczywistą. Aby iść w góry, szczególnie wysoko to trzeba być wyspanym i wypoczętym. Czy takim wypoczętym może być ktoś co zerwał się z łóżka o czwartej rano w Krakowie lub spał na karimacie pod kiblem?
Mam jeszcze parę innych obserwacji i wniosków, ale poczekam z nimi na wyniki wymiany poglądów. O ile ona w ogóle będzie. _ _ _ _ _
Chciałbym przeprosić za graficzny kształt tabelek. Niestety format forum nie przyjmuje tabelek z Worda. Nie przyjmuje też większej ilości spacji a wstawianie tych kreseczek było wielce uciążliwe i nudne (robione na końcu jak się okazało po próbie, że tabelki nie wchodzą)
|
| |
|
|